To był krawat typu huśtawka. I choć brakowało mu piękna meczu Paris Saint-Germain z Bayernem Monachium w drugim półfinale Ligi Mistrzów, w pierwszym meczu z wtorkowego wieczoru, to i tak był dramat; napięcie ostrzy noża.
To była opowieść o trzech rzutach karnych, dwóch zdobytych, po jednym przez którąkolwiek drużynę; nagroda tego ostatniego została odwołana wśród dzikich scen. To dało Arsenalowi szansę na objęcie prowadzenia 2:1 z Londynem w przyszły wtorek. W tej sytuacji sędzia Danny Makkelie podszedł do ekranu przy boisku i orzekł, że kontakt Davida Hancko z rezerwowym Arsenalu, Eberechi Eze, w 78. minucie nie był wystarczająco mocny.
Kiedy wszystko się skończyło, a serca przestały bić, Arsenal mógł być szczęśliwy. Dojrzeli do pierwszej połowy, a jeden do zera dla Arsenalu brzmiał dobrze, gdy w przerwie wykrzykiwali go podróżujący kibice.
Viktor Gyökeres strzelił gola po tym, jak sam zdobył rzut karny, a Arsenal był uznawany za sprawiedliwy. Druga połowa to już inna historia. Atletico zasłużyło na wyrównanie, gdy Julian Alvarez zdobył bramkę z 12 jardów. Obie nagrody były decyzjami zgodnymi z prawem. Atlético odczuło jedynie ulgę, że trzecia nagroda nie została przyznana. Pozostaje o co grać.
Burza z nieba nie zmaterializowała się, a ekstremalne warunki pogodowe ostrzegały przed fałszywym alarmem. Jednak od chwili, gdy przed rozpoczęciem meczu w systemie nagłośnieniowym wypuszczono Thunderstruck zespołu AC/DC, stadion ożył. Arsenal musiał przetrwać początkowy wzrost Atlético. I to był agresywny. Oczywiście, że tak było. Na początku spotkania z Arsenalem było kilka nerwów i niezwykle ważne było, aby wyszli z tego bez szwanku.
Dávid Hancko pokonuje Victora Gyökeresa i oddał rzut karny tuż przed przerwą. Zdjęcie: Julian Finney/UEFA/Getty Images
To był wieczór, podczas którego Arteta i jego gracze mogli – choć tymczasowo – powstrzymać obsesję na punkcie zdobycia tytułu Premier League. I skup się na czymś równie kuszącym. A może powinno być jeszcze bardziej? To naprawdę powinien być szczyt, trofeum, które należy zdobyć ponad wszystko inne. Arsenalowi oczywiście nigdy się to nie udało.
Częścią wydarzenia była historia. Był to czwarty półfinał Arsenalu – wcześniej awansowali tylko raz – i czwarty Atlético pod wodzą samego Diego Simeone. Atlético przyniosło większy rodowód. Simeone ugruntował swoją pozycję swojego klubu jako regularny uczestnik fazy pucharowej zawodów. To ich jedenasty sezon z 13 w nich.
Deklarowanym celem Artety było wyjście na prowadzenie i dominacja. Z pewnością ciosem był dla niego fakt, że Buakyo Saka i Eberechi Eze byli w wystarczającej formie, aby znaleźć się wśród zmienników. W ogóle nie było Kaia Havertza. Arteta tak naprawdę chciał mieć okresy posiadania piłki, które mogłyby przyciągnąć Atlético żądło, a w miarę upływu pierwszej połowy miał ich coraz więcej. Declan Rice był spokojny i zebrał się przy piłce, a ruchy Arsenalu były dobre, a opcje były dostępne.
Atlético od początku miało przewagę. Rice musiał blokować Alvareza, a gospodarze mieli moment, w którym w 15. minucie opracowali długie podanie z tyłu do ataku, które zakończyło się oddaniem przez Alvareza strzału zza pola karnego. David Raya odwrócił się do tyłu.
Viktor Gyökeres uderza z rzutu karnego po tym, jak został powalony na ziemię i zapewnił Arsenalowi prowadzenie do przerwy. Zdjęcie: Dan Mullan/Getty Images
Podejście Arsenalu zawsze było cierpliwe. Stopniowo przejęli kontrolę nad pierwszą połową. Noni Madueke był w dobrym humorze po prawej stronie, a jego tempo stanowiło zagrożenie. Kiedy wszedł do środka i oddał strzał w pierwszej połowie godziny, piłka minęła dalszy słupek. Wcześniej Gyökeres pokonał Marcosa Llorente z lewej strony i wycofał się, a blok Johnny’ego Cardoso zablokował Martina Ødegaarda. To była wyraźna szansa.
Kara wywołała oburzenie wśród mieszkańców. Wynikało to z rosnącej dominacji terytorialnej Arsenalu. Atlético nie było w stanie wyjść na boisko, a kiedy Arsenal odzyskał piłkę, podając ją w pole karne, a Martín Zubimendi wykonał ostatnie podanie, a Gyökeres miał pozycję nad Davidem Hancko, którego wysiłki zmierzające do naprawienia sytuacji były niezdarne. Gyökeres poczuł kontakt od tyłu i upadł. Moc w jego nawróceniu z miejsca nie znosiła żadnych sprzeciwów.
Simeone wiedział, że musi zmienić sytuację w drugiej połowie, a jego posunięcie było dramatyczne. Pozyskał swojego syna Guiliano z prawego skrzydła i wprowadził dodatkowego środkowego obrońcę w postaci Robina Le Normanda. Llorente otrzymał zasadniczo całą prawą flankę; prawy skrzydłowy, obrońca.
Atlético od razu było lepsze, a stadion wrzał w szaleńczym rytmie, gdy Alvarez trafił rzut karny. Chwilę wcześniej Ademola Lookman został odrzucony przez Rayę, a Antoine Griezmann nie był w stanie wykorzystać zbiórki. Wydawało się, że chce zbyt dużo czasu i Gabriel Magalhães został zablokowany.
Po interwencji VAR uznano, że Ben White trzymał piłkę w rękach, a bramkę zdobył Julián Álvarez z rzutu karnego. Zdjęcie: Ángel Martínez/Getty Images
Drugi rzut karny wywołał wściekłość Arsenalu, ponieważ Ben White nie wiedział nic o mocnym uderzeniu piłki w jego rękę po rzucie rożnym Atlético. To Llorente strzelił, a sędzia asystent wideo uznał winnego White’a, ponieważ jego ręka była wyciągnięta nisko i z dala od ciała. Rzut karny Alvareza był dobitny, a Atlético pachniało krwią. Griezmann fenomenalnym uderzeniem trafił w poprzeczkę, a kilka sekund później oddał strzał z woleja, który odbił się od bramki.
Arteta dokonał zmian, najpierw Eze, potem Saka, w ramach potrójnej zmiany, która obejmowała także wprowadzenie Leandro Trossarda i Gabriela Jesusa. Atlético zmarnowało ogromną szansę na 2:1, kiedy Lookman pokonał White’a i musiał strzelić gola. Tylko, że strzelił zbyt blisko Rayi.
Namiętność szalała i groziła wylaniem się, gdy w 78. minucie Eze poczuł lekki kontakt Hancko w polu karnym. Zszedł na dół, a Makkelie wskazał to miejsce. Polecono mu sprawdzić monitor na boisku i w obliczu niesamowitej presji pod wodzą Simeone sędzia zmienił swoją pierwotną decyzję. To był chaos. Arsenal zakończył spotkanie z przewagą.