Strona główna Sport Diego Simeone może znów odetchnąć w meczu przeciwko Arsenalowi, gdy los wreszcie...

Diego Simeone może znów odetchnąć w meczu przeciwko Arsenalowi, gdy los wreszcie sprzyja Atlético | Liga Mistrzów

3
0


Diego Simeone patrolował linię boczną cały ubrany na czarno, z bijącym sercem i machając rękami, wywierając całą presję, jaką mógł, starając się wymierzyć sprawiedliwość, podczas gdy Danny Makkelie podszedł do monitora na boisku, aby podjąć decyzję, która mogła zadecydować o meczu. Teraz, gdy sędzia przekroczył linię bramkową z powrotem na boisko, sygnalizując, że mimo wszystko nie będzie drugiej kary dla Arsenalu, menadżer Atlético Madryt podążył za nim. Na boisku siła, z jaką odepchnął Dávida Hancko i Johnny’ego Cardoso oraz głośność ryku wokół stadionu, mówiły o ulgi, pewnego rodzaju odkupieniu.

Ostatecznie była to więc opowieść o dwóch karach, a nie trzech. W wieczór pełen skrajnego napięcia i niewielkich przewag strzelcy zdobyli Viktor Gyökeres i Julián Alvarez. Leandro Trossard nie miał szansy wziąć swojego, jeśli w ogóle miał należeć do niego. Stał z piłką pod pachą i czekał, ale po drugim spojrzeniu – trzecim, czwartym czy trzynastym – Makkelie zdecydował, że wyzwanie rzucone przez Hancko na Eberechi Eze, ćwieki na bucie, nie wystarczyło. Hancko, który także oddał pierwszy rzut karny, uniknął kary jedynie dzięki pchnięciu Simeone.

Wszyscy mieli. Arsenal otrzymał szansę na wygranie tego meczu, ale ponownie został mu odebrany. Atlético pozostało z nadzieją. Ta rywalizacja była dla nich okrutna i wyglądało na to, że znowu tak będzie. Jednak klub, którego prezes Vicente Calderón nazwał ich El Pupas (ten przeklęty, wypadek, który miał się wydarzyć) po finale w 1974 roku i ta nazwa przetrwała do dziś, uniknął losu, fortuny i odrobiny niesprawiedliwości, która tym razem im sprzyjała. Przynajmniej na kilka kolejnych dni.

W trakcie przygotowań często zadawano pytanie: czy futbol jest winien Atlético Madryt? Był to dyskurs, którego unikali ich gracze i menadżer, ale wszyscy go odczuwali. Nie chodzi tylko o przegrane trzy finały, ale o sposób: gol w 120. minucie przeciwko Bayernowi Monachium w 1974 r., przegrany w powtórce dwa dni później; wyrównanie w 93. minucie Sergio Ramosa, które doprowadziło ich do porażki w dogrywce z Realem Madryt w 2014 roku; i ci sami przeciwnicy, którzy pokonali ich w rzutach karnych w Mediolanie dwa lata później.

Diego Simeone reaguje emocjami po tym, jak drugi rzut karny Arsenalu został uchylony przez sędziego po interwencji VAR. Zdjęcie: Kiko Huesca/EPA

Dziesięć lat później Atlético tęskniło za powrotem do finału i podjęciem egzorcyzmu. Drugi półfinał z rzędu Arsenalu był pierwszym półfinałem Atlético od dziewięciu lat i był to najważniejszy mecz, jaki kiedykolwiek widziało to miejsce. Ich ostatni półfinał był ostatnim europejskim wieczorem na starym Vicente Calderón w maju 2017 r., a kibice śpiewali przez burzę i kolejną porażkę z Madrytem. W zeszłym roku odmówiono im szansy na ponowne dostanie się do tej ligi w kolejnej serii rzutów karnych przeciwko tym samym przeciwnikom. Nareszcie wrócili, tym razem Real na szczęście usunął im się z drogi. Byli zdeterminowani, aby zrobić coś wyjątkowego z tej pierwszej wielkiej okazji tutaj.

Tysiące ludzi ustawiło się wzdłuż alei Luisa Aragonésa, gdy autobus wjechał wśród fajerwerków i dymu, a przed rozpoczęciem meczu zamienili Metropolitano w Monumental, a rolka papieru toaletowego spadała z trybun. Potem zaśpiewali: Spraw radość mojemu sercu, Liga Mistrzów to moja obsesja.

Koke, kapitan, powiedział, że nerwy są jak chwile przed pierwszą randką z dziewczyną, w której się zakochałeś. Ale serca też można złamać, wiedzą. Fatalizm nigdy nie jest daleko.

Szczególnie wtedy, gdy Gyökeres dostał rzut karny w pierwszej połowie. Atlético było wściekłe, a Simeone dał do zrozumienia, że ​​napastnik wysunął mu tyłek i upadł, szukając go. Być może, ale wyzwanie Hancko było zaproszeniem i tym razem presja Simeone zawiodła. Przez chwilę wydawało się, że presja Atlético na początku meczu również to zrobi. Oddali pierwszy strzał już po 40 sekundach, ale Arsenal przejął kontrolę i teraz objął prowadzenie.

Jednak nastąpiła reakcja: w drugiej połowie podopieczni Simeone rzucili się do Arsenalu, a Ademola Lookman, Antoine Griezmann i Alvarez znakomicie pokonali Arsenal, zdobywając 18 strzałów.

Piłkarze Atlético Madryt świętują przed kibicami po wyrównaniu z rzutu karnego Juliána Alvareza. Zdjęcie: Eurasia Sport Images/Getty Images

Jakim piłkarzem jest Alvarez. Interesuje się Arsenalem, powiedziano Simeone. „To normalne, ponieważ jest bardzo dobrym zawodnikiem” – odpowiedział trener. To człowiek na wielkie okazje, ale także na wielkie rozgrywki: strzelec 11 goli w Lidze Mistrzów, w tym trafienia we wszystkich dotychczasowych rundach pucharowych. Sprowadził ich tutaj po swoim rewelacyjnym rzucie wolnym na Camp Nou i dopóki nie został zmuszony do odejścia, spisał się znakomicie: hojny, inteligentny, obdarzony wyobraźnią.

Konstruował innych, brał odpowiedzialność, prowadził, prowadził grę. Wspaniały rzut wolny był tak blisko, że połowa stadionu eksplodowała, a rzut rożny niemal całkowicie celowo został wykonany na prosto, a David Raya również mu ​​odmówił.

Do czasu, aż Alvarez strzelił rzut karny, który wyrównał sytuację i który był nie tylko rzutem karnym, ale także wybawieniem. Kiedy w zeszłym roku zostali znokautowani w rzutach karnych, jego „bramka” została uznana kredą, gdy sędzia uznał, że wykonał dwa dotknięcia, po czym poślizgnął się po uderzeniu. Wiele miesięcy później UEFA stwierdziła, że ​​to niewłaściwe, co już wtedy nie było dla nich przydatne, ale teraz Alvarez wrócił na miejsce. Wkrótce Arsenal pomyślał, że oni też tak są, ale był ekran, był Simeone i tak dalej, do Londynu, a wokół odczuwano ulgę.