Strona główna Kultura „Pragnąłem wrażeń!” Japoński festiwal Kyotographie | Kultura

„Pragnąłem wrażeń!” Japoński festiwal Kyotographie | Kultura

4
0


Kyotographie to najważniejszy japoński festiwal fotografii międzynarodowej. Odbywające się każdej wiosny od 2013 roku, każda edycja ma inny temat przewodni – w tym roku jest to „Edge”.

Jest to temat na tyle szeroki, że pozwala na pewną swobodę w kuratorowaniu, wywołując jednocześnie poczucie napięcia na 14 wystawach głównego festiwalu Kyotographie.

Ponad 200 zdjęć, 400 magazynów i 100 książek zdobi ściany i stoły Daido Moriyama: A Retrospective, a mimo to wydaje się, że to tylko zarys niezwykle płodnej kariery tego fotografa.

Urodzony w 1938 roku Moriyama należał do przełomowego pokolenia powojennych fotografów, których prace pojawiały się w magazynach, a później zostały określone przez wygląd znany jako are-bure-boke (szorstki, rozmazany, nieostry). Jest fotografem, który nieustannie kwestionuje sens fotografii i możliwości jej wykorzystania. Teraz, po osiemdziesiątce, nadal codziennie fotografuje i wydaje magazyn Record.

Na początku jego tworzenia obrazów odszedł od zachodniego stylu dokumentu społecznego na rzecz stylu opartego na ekspresji i uczuciach. Japonia w latach 60. nie była już okupowana przez USA, ale obecność tego kraju była odczuwalna w licznych bazach wojskowych i napływie kultury zachodniej. Moriyama wykorzystał swój aparat jako narzędzie do nawigacji w okresie przejściowym w Japonii. Jego radykalne podejście sięgało do kultury popularnej i rosnących niepokojów politycznych, tworząc mroczne i klimatyczne obrazy.

Jednym z prezentowanych tutaj genialnych projektów jest seria stworzona dla magazynu Asahi Camera w 1969 roku, w którym co miesiąc kwestionowano inny aspekt mediów informacyjnych. W styczniowym numerze Moriyama przyjrzał się skutkom zabójstwa Roberta Kennedy’ego w 1968 r. i fotografując ekran telewizora, na którym wyświetlał się obraz zabójstwa, oraz kopiując strony z gazet, pokazał, w jaki sposób przekaz informacyjny jest zapośredniczony przez obrazy.

Na potrzeby kwietniowego wydania sięgnął po teleobiektyw, będący wówczas nowością w sprzęcie, i skierował go na zwykłych, niczego niepodejrzewających ludzi. Obrazy kojarzą się z chłodnym klimatem filmu noir i niesamowitą zapowiedzią nadzoru kamer i rozpoznawania twarzy we współczesnym życiu.

Twórczość Lindera Sterlinga wpisuje się także w kulturę magazynów. Zaczęła pracować nad fanzinami w Manchesterze u szczytu punka, kiedy media głównego nurtu oznaczały zaledwie trzy stacje telewizyjne i gazety. Fanziny, które można było tworzyć za niewielkie pieniądze w domu, na kuchennym stole, były radykalne i ekscytujące – a także sposobem na pokazanie jej sztuki.

Czasopisma – modowe, DIY czy tania pornografia – wszystkie miały wspólny mianownik: ciała kobiet, które Linder wycinała i kolażowała z wizerunkami przedmiotów gospodarstwa domowego, używając chirurgicznych skalpeli jako precyzyjnych narzędzi, aby stworzyć prowokacyjne feministyczne fotomontaże.

Z serii Co robię, żeby cię zadowolić, 1981–2008 i Bez tytułu, 1976–2024, oba autorstwa Lindera

Stała także na czele post-punkowego zespołu Ludus i współpracowała z muzykami, tworząc słynną okładkę albumu Buzzcocks „Orgasm Addict”, na którym muskularne ciało kobiety ma żelazko na głowę i usta na piersiach. Obraz jest jednocześnie prosty i wyrafinowany, a jednocześnie seksowny i wywrotowy.

Kiedy zaczęła wykorzystywać w fotografii własne ciało, wprowadziła element performansu do sesji zdjęciowych, podczas których z materiałów codziennego użytku, takich jak folia spożywcza czy zdjęcia wyrwane z magazynów, powstały portrety przypominające żywe kolaże.

Thandiwe Muriu jest tegoroczną afrykańską artystką-rezydentką. Wykorzystuje jaskrawo zabarwioną i wzorzystą woskowaną tkaninę bawełnianą, znaną w Kenii i popularną w Afryce jako kitenge, aby zadać pytania dotyczące tożsamości, kultury i wzmocnienia pozycji kobiet. Wzory mają ukryte znaczenie – jedno zwane „oko mojego rywala” nosi się, aby wyrazić zazdrość – mają więc swój własny język.

Jej cykl Camo pokazywany jest w starym drewnianym budynku, w którym nadal ręcznie robione są kimona. Kobiety w Camo ubrane są w kitenge i stoją na tle tła z tymi samymi wzorami, tak że prawie znikają.

Muriu opowiada o tym, jak poczuła się niemal niewidoczna dla swojej społeczności, kiedy odeszła od tego, czego się od niej oczekiwano i została jedną z nielicznych fotografek reklamowych w Kenii. Na jej zdjęciach fryzury nawiązują do przed- i postkolonialnych stylów z całej Afryki, a wszystkie modelki noszą surrealistyczne okulary, które Muriu tworzy z przedmiotów codziennego użytku, zasłaniających oczy.

Nie mogę powstrzymać się od przypomnienia kolaży Lindera przedstawiających kobiety wycięte z magazynów pornograficznych z przedmiotami codziennego użytku zakrywającymi twarze.

Na pierwszym piętrze małego budynku, który kiedyś był magazynem, znajduje się ciemny pokój, w którym tylko jedno źródło światła pochodzi z iPhone’a zawieszonego pod sufitem. Telefon pokazuje Fatmę Hassonę, młodą palestyńską fotografkę w Gazie, rozmawiającą z kamerą. Po drugiej stronie rozmowy wideo był reżyser Sepideh Farsi z Paryża. Rozmawiali przez rok, od 2024 r. do kwietnia 2025 r. Materiał filmowy z tych rozmów wraz ze zdjęciami Fatmy zaowocował powstaniem filmu dokumentalnego „Połóż swoją duszę na dłoni i chodź”. 16 kwietnia 2025 r. Fatma wraz z dziewięcioma członkami rodziny zginęła w izraelskim nalocie.

To niezwykle mocne i poruszające doświadczenie stać w niemal całkowitej ciemności, obserwując, jak Fatma, często uśmiechnięta i pełna pozytywnej energii, opowiada o realiach życia w rozdartej wojną północnej Gazie – o strasznych warunkach życia, śmierci rodziny i przyjaciół, a także o swoich aspiracjach i tym, czym była dla niej fotografia.

Do sfotografowania tych okropności skłoniła ją potrzeba pokazania światu, co przydarza się zwykłym ludziom w Gazie. Kiedy w języku perskim pyta, czy kiedykolwiek będzie chciała wyjechać, jej odpowiedź brzmi: „Moja Gaza mnie potrzebuje”. Na wystawie można zobaczyć także pokaz slajdów jej fotografii z czasów wojny.

Opisując doświadczenie pierwszego opuszczenia jej domu: „Wyszłam na ulice i zaczęłam chodzić. Do miejsc, które zostały zniszczone… wtedy zdałam sobie sprawę, że dźwięki, które słyszałem… Przez ostatnie sześć miesięcy… to było to. To zniszczenie!” Zdjęcie: Fatma Hassona

Rzadki materiał filmowy południowoafrykańskiego fotografa Ernesta Cole’a, wykonany w 1969 roku, można zobaczyć na wystawie jego książki House of Bondage. Film został nakręcony wkrótce po publikacji, kiedy przebywał on poza granicami kraju i właśnie otrzymał zakaz powrotu. Bezpośrednio do kamery mówi młody człowiek – zaledwie 29-letni, wyczerpany i sfrustrowany. House of Bondage był zwieńczeniem lat pracy nad dokumentacją trudnych realiów życia w czasach apartheidu. Była to także pierwsza książka czarnego fotografa ukazująca doświadczenia Czarnych mieszkańców Republiki Południowej Afryki. Książka miała być narzędziem zmian, wyczerpującym exposé, które miało zostać pokazane osobom sprawującym władzę poza Afryką Południową, ale w większości nie została przyjęta.

Oznakowanie segregacyjne, Republika Południowej Afryki, lata 60. XX wieku, z House of Bondage autorstwa Ernesta Cole’a

Wystawa przypomina spacer po książce zorganizowanej według rozdziałów, z dodatkowymi zdjęciami, okładkami czasopism i osobistymi notatkami pisanymi przez Cole’a. Uderza mnie jego wrażliwość jako fotografa – mimo okoliczności na twarzach ludzi widać prawdziwe piękno i ciepło – a także narracyjna siła jego kompozycji.

Trudno myśleć o tym, co przydarzyło się Cole’owi po „House of Bondage”, inaczej niż tragedią. Przeniósł się do Nowego Jorku, gdzie próbował zadomowić się jako fotograf, otrzymując zlecenia od agencji Magnum, ale życie na wygnaniu w kraju rozdartym własną rasistowską kulturą musiało być walką niemożliwą do osiągnięcia. W końcu porzucił fotografię i został bezdomny. Żył na ulicach aż do swojej śmierci na raka w 1990 roku.

Uczniowie klękają na podłodze, aby pisać. Rząd niedbale podchodził do wyposażania szkół dla czarnoskórych uczniów. Republika Południowej Afryki, lata 60., z „Domu niewoli” Ernesta Cole’a

Oprócz 14 wystaw głównego festiwalu Kyotographie, znajdują się 164 wystawy na satelickim festiwalu KG+, który obejmuje wystawę jurorów. Zwycięzca zostanie wystawiony na głównym festiwalu w następnym roku. Odbywają się także pogadanki, warsztaty i kiermasz książki. Dodajmy do tego program muzyki eksperymentalnej, który towarzyszy wystawom i który zaowocował własnym festiwalem – Kyotophonie – i mamy wrażenie, że Kioto eksploduje twórczą energią.

Międzynarodowy festiwal fotografii Kyotographie potrwa do 17 maja. Karin Andreasson udała się do Kyotographie na zaproszenie organizatorów festiwalu.