Strona główna Kultura Recenzja Heartsink – nieuleczalnie chory lekarz stara się być pacjentem | Teatr

Recenzja Heartsink – nieuleczalnie chory lekarz stara się być pacjentem | Teatr

5
0


Heartsinks, mówiąc prywatnym i wulgarnym żargonie lekarzy, to trudni pacjenci, którzy wywołują przerażenie w sercach lekarzy, do których przychodzą. Dlatego doktor Jeffrey Longford (Aden Gillett) przypomina swojemu przyjacielowi i koledze lekarzowi rodzinnemu po rozprawieniu się z hipochondrykiem, który wraca tydzień po tygodniu, choć zawsze z kawałkiem ciasta.

Jeffrey sam wpada w rozpacz, gdy po zdiagnozowaniu u niego nieuleczalnego raka zmienia się z lekarza w pacjenta. Prawdziwe przypadki Paula Kalanithiego (w „Kiedy oddech staje się powietrzem”) i Henry’ego Marsha (w „I wreszcie”) pokazują, jak trudno lekarzom dostosować się do roli pacjenta. W przypadku Jeffreya jest to po prostu irytujące: nalega, aby recepcjonistka onkologii używała jego pseudonimu „lekarz”, a nie jej ukochanych zwrotów „lovey” i „poppet”; jest pedantyczny, przełożony i ogólnie narzeka w poczekalni, narzeka na elektroniczny system danych medycznych, układ szpitala i toalety neutralne pod względem płci.

Napisany przez Farine Clarke, lekarkę, która sama stała się pacjentką, ten dramat medyczny niesie ze sobą ważne debaty na temat eutanazji i struktury NHS, ale argumenty pozostają krótkie i uproszczone, a narzekania Jeffreya na temat wprowadzenia komputerów w gabinetach lekarskich sprawiają, że brzmi jak luddyta. Pomijając drwiny na temat sztucznej inteligencji w medycynie, również brzmi to zbyt niespodziewanie, biorąc pod uwagę jej potencjał ratowania życia w systemie walczącym o zasoby. Sztuki medyczne, takie jak Tiger Country, pokazały nam niezbędne kompromisy, z jakimi muszą się zmierzyć lekarze NHS, ale ta sztuka nie niesie ze sobą niczego, co przypominałoby tak pilność i złożoność pomysłów.

Ludzki dramat wydaje się tutaj anemiczny i po prostu nie czujesz wystarczająco dużo Jeffreya, gdy staje w obliczu śmierci. Jeśli chodzi o humor szubienicowy, nie jest on wystarczająco zabawny. Pomiędzy nim a mądrą młodą recepcjonistką Suzie (Megan Marszal) dochodzi do ostrych przekomarzań, które bawią, oraz rewelacji od zwariowanej hipochondryczki Cary (Kathy Kiera Clarke, znana z Derry Girls). Vikash Bhai to młodszy lekarz rodzinny, który podziwia Jeffreya z wrażliwością i delikatnością. Jednak nie do końca czuje się więź i konflikt między tymi postaciami, częściowo z powodu ich płaskości i prymitywnej ekspozycji dialogów.

Film wyreżyserowany przez Seana Turnera ma powolne tempo, co potęguje poczucie niedowierzania, ile czasu pacjenci i lekarze muszą ze sobą rozmawiać. Są momenty, które rzucają się w oczy: gdy jedna postać mówi o siedzeniu przy łóżku umierającego przyjaciela, a druga o tym, jak hospitalizowana matka wydawała się „odmienna” w papierowych majtkach i szpitalnej sukni. Scena, w której Cara wspomina o swoich „czarodzieskich” zdolnościach, niesie ze sobą ekscytujący potencjał przeniesienia dramatu na grunt nadprzyrodzony, ale wraca do prozaicznej rozmowy lekarza.

W Riverside Studios w Londynie do 10 maja