Oto zagadka morderstwa będąca czymś w rodzaju skrzyżowania Babe i Czwartkowego klubu morderstw, w którym zamiast dzielnych, słabszych emerytów rozwiązujących przestępstwa, są… owce? Film z domieszką Watership Down może dla niektórych być odpychający. Właściwie jest to słodka komedia rodzinna, a ostry i zabawny epizod Emmy Thompson z pewnością nie zaszkodzi.
Scenarzysta Craig Mazin zaadaptował bestsellerową książkę Trzy torby pełne autorstwa niemieckiej autorki kryminałów Leonie Swann, a reżyseruje weteran Despicable Me Kyle Balda, pasterz hałaśliwego stada gwiazd aktorskich i wełnianych performerów stworzonych cyfrowo. Akcja rozgrywa się w angielskiej wiosce Denbrook, skąpanej w czymś, co wygląda jak cyfrowo wzmocnione kalifornijskie słońce, gdzie Hugh Jackman gra George’a Hardy’ego, pasterza mieszkającego na swoim polu w wyglądającej na amerykańską przyczepie ze stali nierdzewnej. George kontroluje swoje stado bez uciekania się do tradycyjnego psa, ale raczej poprzez instynktowną więź z nimi wszystkimi. Zajmuje się wyłącznie hodowlą owiec dla wełny, a nie mięsa – co nie jest do końca zgodne z postawą lokalnych przedsiębiorców z branży agrobiznesu, którzy mają plany co do jego ziemi.
George opiekuje się owcami, polewa je niebieskim lekarstwem własnego wynalazku i co wieczór zabawia je czytaniem kryminałów. Być może myśli, że te stworzenia cieszą się jedynie nieokreśloną, przytulną, kryminalną atmosferą; w rzeczywistości doskonale rozumieją angielski, ale po prostu nie potrafią nim mówić.
Wśród owiec są Lily (głos Julia Louis-Dreyfus), Mopple (Chris O’Dowd), Sir Richfield (Patrick Stewart) i Sebastian (Bryan Cranston). Wśród ludzi jest głupi lokalny miedziak Tim (w tej roli Nicholas Braun; czyli kuzyn Greg z telewizyjnego serialu „Sukcesja”, który traktuje nas z zupełnie przyzwoitym brytyjskim akcentem i występuje z wdziękiem). Jest też lokalny rzeźnik (Conleth Hill), rywalizujący rolnik (Tosin Cole) i zrzędliwa poczta (Hong Chau).
Cała społeczność jest zdumiona, gdy zostaje popełnione morderstwo. W kadrze pojawia się odwiedzająca Amerykanka Rebecca Hampstead (Molly Gordon), a interesuje się nim wścibski dziennikarz Elliot Matthews (Nicholas Galitzine). Thompson gra znakomitą prawniczkę ofiary, Lydię Harbottle. Ale jedynymi mieszkańcami Denbrook, którzy mogą rozwikłać tę sprawę, są przenikliwe owce, które węszą wskazówki, beczą i beczą w taki sposób, że ludzie kręcą się, o co im chodzi. I to straumatyzowane stado zdaje sobie sprawę, że być może będzie musiało opuścić pole, do którego przywykło przez całe życie, i porzucić swoją konformistyczną, uległą postawę.
Wspaniałą sztuczką poprawiającą nastrój, jaką daje ten film, jest to, że morderstwo z udziałem postaci, którą zachęcano do polubienia i w którą inwestowaliśmy emocjonalnie – znacznie bardziej niż w tradycyjnych kryminałach – nie jest przepełnione smutkiem i szokiem. Film w sprytny sposób omija śmierć i szybko przenosi nas do zabawnego tematu wykrywania przestępstw zorientowanych na owce. To wszystko jest bardzo głupie, chociaż, podobnie jak w przypadku Babe, muszę przyznać się do agnostycyzmu w kwestii cyfrowych mówiących zwierząt, nawet jeśli technologia tutaj jest na wyższym poziomie. To zabawna opowieść o egzekwowaniu prawa w zakresie owiec.
Premiera The Sheep Detectives odbędzie się 7 maja w Australii i 8 maja w Wielkiej Brytanii i USA.

