Niedaleko epickiej powieści Hermana Melville’a Moby-Dick z 1851 roku armator opisuje człowieka, który zabierze ich statek wielorybniczy na tragiczną wyprawę. Kapitan Achab, jak mówi, to „dziwny człowiek… wielki, bezbożny, boski człowiek”.
To samo można powiedzieć o Robercie Wilsonie. Do śmierci w lipcu ubiegłego roku w wieku 83 lat Wilson przekształcił się z jąkającego się geja, syna konserwatywnych południowych baptystów z Waco w Teksasie, w tytana eksperymentalnego teatru, opery i tańca w Nowym Jorku. Jego występy mogły trwać godzinami, a nawet cały tydzień. Mogli zażądać od publiczności, aby zobaczyła artystę przechadzającego się ze zdumiewającą powolnością po scenie, lub olśnić ją rzędami postaci przyjmujących ekstrawaganckie pozy przed jasnymi ekranami. Wilson współpracował ze swoimi adoptowanymi dziećmi, z grupą artystów, z którymi sam się kłócił, z luminarzami, takimi jak Philip Glass i Tom Waits. Już na początku rozwinął rozpoznawalne słownictwo wizualne i nalegał, aby go używać aż do samego końca.
Wiele z tych teatralnych poszukiwań zapoczątkował w Brooklyn Academy of Music (Bam), od niemal niemej sztuki Zygmunta Freuda z 1970 r. po List do człowieka z 2016 r., w którym Michaił Barysznikow wcielił się w rolę Wacława Niżynskiego. Wiosną jego ostatnie dzieło zostanie zaprezentowane publiczności w rodzinnym mieście po pierwszej prezentacji w Düsseldorfie w 2024 roku. W „Moby Dick” dzikie rozmyślania Melville’a na temat globalnego kapitalizmu, obsesji, męskiej intymności i losu ożywają na scenie w Bam, określonej wieloma charakterystycznymi gestami Wilsona. Jest na przykład zdumiewające wykorzystanie pasm światła przez Wilsona i jego wymagania wobec ciał wykonawców, aby w jakiś sposób nie robili niczego i wszystkiego naraz. Jest też współpracownik – w tym przypadku znakomita brytyjska muzyk Anna Calvi, która napisała hałaśliwy i efektowny pakiet piosenek na potrzeby serialu. To ich druga współpraca po The Sandman z 2017 roku. „David Byrne skontaktował mnie z nim” – mówi Calvi e-mailem, wiedząc, że jest fanką współpracy Wilsona z Tomem Waitsem. „(Byrne) napisał do mnie i zapytał: «Czy jesteś gotowy, aby zejść do króliczej nory?». To bardzo dobry opis pracy z Bobem!”
Jednak pod wieloma względami Wilson przedstawia oczekiwania dotyczące tego, co może się wydarzyć, gdy bóg amerykańskiego teatru upoluje wielką amerykańską powieść. Moby Dick Wilsona jest krótki, elegancki i niemal sentymentalny. Przypomina nam też, że ambicja może czasem wiązać się ze śmiertelnymi kosztami, ale bez niej nie warto żyć.
„W tym projekcie odzwierciedlone są wszystkie cechy, które uczyniły go Bobem Wilsonem” – mówi Amy Cassello, dyrektor artystyczna Bam, która pracowała z nim przez dziesięciolecia. „Jest w tym elegancja, specyfika koloru i światła. Wszystko w jego wizji było tak kompletne, a jego praktyka tak rygorystyczna, że jako widz jesteś pochłonięty jego światem. ” W 2024 roku pojechała do Düsseldorfu z inną z jego wieloletnich współpracowników, kuratorką Bama w dużej firmie Helgą Davis, aby zobaczyć pierwszą produkcję adaptacji Melville’a. Byli oczarowani. „Materiał źródłowy jest ważny” – mówi Cassello – „ale muzyka była niesamowicie dobrze wykonana. Czasami ludziom kojarzy się z pretensjami lub ciężkością jego twórczości”. Ona się śmieje. „Nie posunę się tak daleko, aby powiedzieć, że to milszy, delikatniejszy Robert Wilson”. Mówi jednak, że brutalnie piękne piosenki Calviego oferują nową widzom mapę, dzięki której mogą odnaleźć drogę na terytorium Wilsona, które podobnie jak krajobrazy Melville’a może być trudne w poruszaniu się.
Rzeczywiście, Wilson i Calvi w dużej mierze porzucili notorycznie rozwlekłe teksty Melville’a, budując glosolalia szantowych glosolali w małe kabiny zawierające wszystko, co musisz wiedzieć, na przykład o barze pełnym marynarzy lub o tym, jak to jest chodzić po desce. „Podobało mi się, jak zawsze namawiał mnie do robienia rzeczy, których normalnie nigdy bym nie zrobił” – mówi Calvi. „Pamiętam, że byłem na castingu i w pewnym momencie, na prośbę Boba, tarzałem się po podłodze razem z innymi aktorami!”
Zdjęcie Moby Dicka Roberta Wilsona: Lucie Jansch
W surowych fragmentach dialogów wyrzeźbionych z książki Wilson unosi konstelacje gadających głów na ciemnym niebie lub wznosi samotne szczyty, z których mogą krzyczeć szaleńcy władzy. „Nie mówi nam, czym jest Moby Dick” – mówi Davis. „Daje nam soczewkę, dzięki której możemy sami odkryć, co oznacza podróż”.
Davis podróżowała już z Wilsonem – to ona w 2012 roku pilotowała statek kosmiczny, który wylądował w kulminacyjnym momencie jego przełomowej opery z Philipem Glassem „Einstein na plaży” w ostatniej inscenizacji, w którą Wilson brał udział. Ta opera, podobnie jak Moby Dick, destyluje maksymalistyczną inteligencję w gesty tak minimalistyczne, że mogą wydawać się manieryczne. Jednak, jak twierdzi Davis, w rzeczywistości są one „wehikułami ludzkiego doświadczenia”.
Rzeczywiście, najmniejsze chwile Moby Dicka są najbardziej humanitarne i najpotężniejsze. Na przykład pierwszą noc, którą nasz narrator Ishmael i jego towarzysz Queequeg spędzają razem, ściskają się za ręce w swoich oddzielnych, przypominających trumnę łóżkach, jakby trwała intymność między dwoma mężczyznami mogła być oddzielnym amerykańskim eposem. „Zawsze powtarzał, że to, co widzisz, powinno pomóc ci słyszeć, a to, co słyszysz, powinno pomóc ci widzieć” – mówi Davis. W tym momencie słyszymy, jak mężczyźni delikatnymi głosami rozpoczynają refren: „Tak, jeśli mi się to śni, to naprawdę mogłoby się wydarzyć”. Następnie widzimy, jak ten refren miesza się z innymi postaciami, na dobre i na złe, przez cały serial. „Praca Boba potrafi mocno oddziaływać na zmysły i być bardzo natarczywa” – mówi Davis. „Ale to jest delikatne”.
To nie jest słowo powszechnie kojarzone z Wilsonem. Ale z pewnością opisuje to, co wiele osób do niego czuje. „Tęsknię za jego cudownym twórczym duchem. Świat bez niego wydaje się trochę mniej kolorowy” – mówi Calvi. Cassello zgadza się. „Nie można powstrzymać smutku z powodu jego śmierci” – mówi. „Mamy pomocników scenicznych, którzy pamiętają, kiedy był tu ostatni raz. Był wymagający i wymagający. Ale nasza ekipa produkcyjna zawsze była dumna, że potrafiła sprawić, że był dumny.” Jak armator mówi o Achabie w książce Melville’a: „Lepiej żeglować z kapryśnym, dobrym kapitanem, niż ze śmiejącym się złym”. Moby Dick Roberta Wilsona to ostatnia szansa, aby się zaciągnąć.