Strona główna Kultura Po prostu boskie: niezwykłe nadprzyrodzone wizje Francisco de Zurbarána | Sztuka i...

Po prostu boskie: niezwykłe nadprzyrodzone wizje Francisco de Zurbarána | Sztuka i projektowanie

4
0


Na nieprzeniknionej czarnej ziemi postać ukrzyżowanego wyłania się blada i błyszcząca. Nie ma prawie żadnego koloru poza strużką krwi na stopach Chrystusa, powstałą po gwoździach wbitych w Jego ciało. Głowa mu opada, a na starannie wymodelowanej twarzy panuje spokój (tu nie ma agonii). Ale najbardziej uderzającą częścią zdjęcia jest z pewnością przepaska na biodra, która składa się, marszczy i zwija wokół jego brzucha – możesz sobie wyobrazić, jak przesuwasz po niej ręką, czując objętość i fakturę lnu. Według XVII-wiecznego hiszpańskiego artysty i pisarza Antonio Palomino, w swoim pierwotnym domu, klasztorze San Pablo el Real w Sewilli, obraz był eksponowany przy „małej ilości światła”. „Każdy, kto to widzi, a nie wie, uważa, że ​​to rzeźba”. Bladość ciała i tkaniny musiała wyłaniać się z ciemności jak wizja.

Francisco de Zurbarán, który namalował samotnego ukrzyżowanego Chrystusa, jest jednym z trzech wielkich artystów hiszpańskich XVII wieku. Jednak w przeciwieństwie do swoich rówieśników Velázqueza i Murillo nigdy nie miał dla siebie wystawy w Wielkiej Brytanii – aż do teraz, ponieważ jego prace stanowią podstawę dużej wystawy, która wkrótce zostanie otwarta w National Gallery w Londynie. W porównaniu z jego dokładnym rówieśnikiem i przyjacielem Velázquezem (urodzonym w 1599 r., rok po Zurbaránie), jego twórczość może wydawać się nieruchoma, wyciszona. Kontrast wyraźnie widać w pracach upamiętniających hiszpański sukces militarny, które każdy z nich otrzymał na zlecenie nowego pałacu Hiszpanii, Palacio del Buen Retiro, Filipa IV. Obaj są teraz w Prado. „Obrona Kadyksu przed Anglikami” Zurbarána ma charakter fryzu, gdy hiszpańscy generałowie spokojnie spoglądają na bitwę morską rozgrywającą się poniżej. Kapitulacja Bredy Velázqueza to w całości dramat, spotkanie: rtęciowy obraz, który rejestruje uciekający czas.

podwójny cudzysłówSztuka religijna miała bezpośredni cel: poruszyć widza do pobożności

Umiejętności Zurbarána są inne. Jest artystą wewnętrznego widzenia, medytacji i kontemplacji. Czas nie ucieka, ale stoi w miejscu. Ma w sobie coś paradoksalnego, sprawia, że ​​zastanawiasz się, na co patrzysz, częściowo dlatego, że potrafi sprawić, że to, co niematerialne, wydaje się solidne i namacalne, a częściowo dlatego, że czasami jego prace przedstawiają jednocześnie dwie płaszczyzny rzeczywistości.

Podwójne załamanie nierzeczywistości… Objawienie św. Piotra św. Piotrowi Nolasco. Zdjęcie: Federico Pérez/Archiwum Fotograficzne Museo Nacional del Prado

Weźmy na przykład jedną z pierwszych wystaw w Galerii Narodowej: Objawienie św. Piotra św. Piotrowi Nolasco, temu ostatniemu świętemu, założycielowi zakonu Mercedarian, którego misją było odzyskiwanie współchrześcijan pojmanych przez muzułmanów podczas konfliktów na Morzu Śródziemnym. (Dzieło było jednym z dwudziestu dzieł zamówionych w 1629 r., na początku kariery Zurbarána, dla klasztoru Merced Calzada w Sewilli, obecnie odwiedzanego jako miejskie Muzeum Sztuk Pięknych).

Po prawej stronie stoi św. Piotr Nolasco, odziany w biel i „widzi” św. Piotra – ukrzyżowanego do góry nogami – unoszącego się na tle ochrowych chmur. Ale św. Piotr Nolasco raczej nie wydaje się przebywać w królestwie rzeczywistości. Nie jesteśmy „z” nim, gdziekolwiek by to było (ciemne tło jest całkowicie abstrakcyjne). Obraz zdaje się oferować siebie jako podwójne odbicie nierzeczywistości, jakby sam był wizją.

Istniały wówczas dobre przesłanki teologiczne, aby malować w ten sposób: w następstwie Soboru Trydenckiego, którego obrady zdefiniowały kontrreformację, sztuce religijnej powierzono bezpośredni, jasny cel: pobudzić widza do pobożności. Oprócz mniej więcej roku, który spędził w Madrycie, malując dla dworu w połowie lat trzydziestych XVII wieku, jego kariera opierała się głównie w Sewilli, a jego klientami były głównie niezwykle potężne fundacje religijne w mieście i całym regionie.

Właśnie wtedy Sewilla była niezwykle zamożna. Od 1503 roku miał monopol na handel z wicekrólestwami Hiszpanii w obu Amerykach – status ten wykorzystał Zurbarán, wysyłając ponad 100 płócien na eksport do Limy, Buenos Aires i innych miejsc. Zurbarán dostarczył świeckie sceny do Buena Retiro Philipa – poza bitwami morskimi w Kadyksie, 10 obrazami przedstawiającymi Herkulesa przedzierającego się przez jego dzieła, a także osobliwą, kolosalną głową mężczyzny, która zaskakuje, gdy jest widoczna przez amfiladę sal Galerii Narodowej. Ale to właśnie w obrazach boskości i duchowości wyróżniał się.

Przedzierając się przez jego trudy… jedno z wielu dzieł Herkulesa. Zdjęcie: © Archiwum Fotograficzne Museo Nacional del Prado

Czasami zamówienia te miały oszałamiającą skalę i musiały wymagać pracowitego studia – jak w przypadku 24 obrazów dla Merced Calzada w Sewilli lub ołtarza o wymiarach 15 x 10 m dla klasztoru kartuzów Nuestra Señora de la Defensión, na obrzeżach Jerez de la Frontera. Ostatni mnisi wyprowadzili się niedawno i obecnie można zwiedzać obiekt z miodowego kamienia, z barokową fasadą naklejoną na przód dawnej, renesansowej pierzei z XV wieku. Ale w kościele trzeba sobie wyobrazić całą siłę ołtarza Zurbarána z tuzinem obrazów umieszczonych pomiędzy złoconymi rzeźbami, ponieważ w następstwie wojen napoleońskich i kasaty hiszpańskich klasztorów w 1835 r. te – podobnie jak wiele innych dzieł w hiszpańskich kościołach – zostały sprzedane i rozproszone.

Uczeni debatowali nad oryginalnym układem ołtarza. Domniemana rekonstrukcja Galerii Narodowej przedstawia tronującą Dziewicę Zurbarána w najbardziej widocznym miejscu, po bokach której znajduje się Pokłon Trzech Króli i Obrzezanie. Jeśli galeria słusznie wspiera tę rekonstrukcję, będzie to pierwszy raz od czasu rozwiązania, kiedy prace zostaną zestawione obok siebie.

Od rozległych po intymne i wyciszone: niektóre z najbardziej fascynujących dzieł Zurbarána to nie ruchliwe, ekscytujące sceny ze świętymi i historie biblijne, ale jego niezwykłe martwe natury w małej skali. Był niezwykłym malarzem faktury i ciężaru rzeczy. W dziele znajdującym się w Muzeum Sztuk Pięknych w Sewilli – a nie na wystawie w Londynie – najbardziej ekscytującą częścią sceny wizyty św. Hugona u założycieli kartuzów nie jest dla mnie cud zamieniania się mięsa w popiół ani nawet surowe twarze mnichów, ale wyśmienita chlebowość bułek i gładkość niebiesko-białych ceramicznych karafek, które u podstawy stają się szorstkie i nieszkliwione.

Wykwintna chlebowość… Św. Hugon w refektarzu kartuzów. Foto: Alamy

Syn Zurbarána, Juan – który zmarł w wyniku katastrofalnej epidemii zarazy, która w 1649 r. pozbawiła Sewillę dobrobytu i połowy jej populacji – stworzył martwe natury, które stanowią interesujący kontrast w stosunku do życia jego ojca. Są bardziej soczyste, bardziej przepełnione liliami, nagietkami, jaśminem, gruszkami i cytrynami niż te jego ojca, gdzie każdy obiekt zajmuje swoją własną przestrzeń, jest samowystarczalny. Podobnie jak na jego obrazach przedstawiających wizje boskości, niewielki rząd naczyń i wazonów wykonanych pod koniec jego kariery, około 1650 roku, jaśnieje na grobowym tle.

Wcześniejsze dzieło, z 1633 r., przedstawia naczynie z cytrynami odbijającymi złoto na srebrnym talerzu; kosz pomarańczy z gałązką liści i kwiatów (dokładnie, ponieważ pomarańcze jednocześnie kwitną i owocują) oraz filiżanka wody stojąca w srebrnym naczyniu z różą leżącą na brzegu. Owoce i kwiaty można odczytać jako symbole boskości. Ale podobnie jak w przypadku obrazów przedstawiających wizje Zurbarána, prace te wydają się zapraszać do iluzji, że widzisz rzeczy namacalne, przedmioty, po których powierzchni chcesz przesuwać palcami – i coś nieziemskiego, rzeczy skłaniające do kontemplacji tego, co nadprzyrodzone.

Prawie namacalne… Kubek wody i róża. Zdjęcie: © The National Gallery, Londyn

Dwuznaczność tego, do czego jesteśmy zaproszeni, jest najsilniejsza i najbardziej fascynująca w ostatniej pracy na wystawie. Jest mały i możesz przemknąć obok niego, kierując się do wyjścia, myląc go z kolejnym ukrzyżowaniem z modlącą się postacią na pierwszym planie. Ale spójrz jeszcze raz: okazuje się, że postać stojąca przed Chrystusem – na innym ciemnym tle Zurbarána – jest malarzem. W lewej ręce trzyma pędzle i paletę wypełnioną farbami, które z pewnością nadają się do stworzenia własnych odcieni ciała i szaty postaci. Prawa ręka artysty przyciska się do serca, a jego rumiana twarz spogląda w górę z podziwem na swojego wybawiciela – który dla kontrastu jest szary i całkiem martwy.

Kim jest ta postać ze swoimi farbami stojąca u stóp krzyża? Czasami utożsamiany jest ze św. Łukaszem, patronem artystów. Nie sposób jednak oprzeć się temu, by nie uważać go w pewnym sensie za samego Zurbarána. Patrząc na to dzieło, nie sposób nie pomyśleć o samym akcie malowania. Malarstwo jako akt pobożności, zachwytu i modlitwy. Malarstwo jako sposób widzenia boskości. Malarstwo jako sposób przekazywania wizji oscylujących pomiędzy realnym i nierzeczywistym, iluzorycznym i namacalnym.

Zurbarán można oglądać w National Gallery w Londynie od 2 maja do 23 sierpnia.