Strona główna Kultura Recenzja Océan Brun – lament karaibskich wyspiarzy roznosi się po katedrze w...

Recenzja Océan Brun – lament karaibskich wyspiarzy roznosi się po katedrze w Leicester | Scena

4
0


W niegdyś czystych wodach Karaibów pływające maty toksycznych brązowych wodorostów zwanych sargassum pokrywają wodę przez wiele miesięcy, co pogarsza kryzys klimatyczny i zanieczyszczenie. W rezultacie stanowi zagrożenie dla różnorodności biologicznej i źródeł utrzymania, a wyrzucany na brzeg emituje gazy szkodliwe dla zdrowia ludzkiego, powodujące bóle głowy, nudności i problemy z oddychaniem.

Ta nagląca, prawdziwa historia stała się podstawą spektaklu Océan Brun choreografki Marlène Myrtil, opartego na wywiadach z mieszkańcami Gwadelupy i Martyniki, gdzie mieści się Compagnie Kaméléonite Myrtil. To pierwszy raz, kiedy dzieło to można było zobaczyć poza Martyniką, co jest posunięciem typowym dla festiwalu Let’s Dance International Frontiers w Leicester, który co roku stanowi platformę dla artystów z całego świata, wszystkich z diaspory afrykańskiej i afrykańsko-karaibskiej.

Wysokie kamienne łuki katedry w Leicester stanowią okazałe tło dla tego duetu, a światło dzienne wpadające przez wysokie okna blednie z biegiem godziny i zostaje zastąpione ciepłym pomarańczowym blaskiem oświetlenia scenicznego. Efektem jest widoczne przesunięcie w czasie, rzeczywista zmiana otoczenia. (Wadą jest to, że w świetle dziennym wyświetlany film przedstawiający morze uduszone przez sargassum jest słaby i trudny do zobaczenia, przez co wywiera mniejsze wrażenie).

Przesunięcie czasu… Ocean Brun. Zdjęcie: Elise Fitte-Duval

Utwór jest niczym cicha lamentacja nad kłopotami wyspiarzy, w których słyszymy wyabstrahowane słowa z zeznań miejscowej ludności – „ból głowy”, „oparzenie”, „lekarstwo” – podczas gdy tancerze poruszają się z trudem, tańcząc w porywach, szybko się wyczerpując (lub będąc wyczerpani swoją sytuacją). Istnieje poczucie pilności i desperacji; wznoszą ręce do nieba, co może być sygnałem o pomoc, choć taniec ten, ze swoim improwizacyjnym charakterem, jest szeroko otwarty na interpretację.

Poruszając się w ciszy, w rytm migoczącej muzyki lub przy dźwiękach crescendo rozbijających się fal, Deborah Lary i Francis Saint-Albin są fantastycznymi wykonawcami. We wszystkim, co robią, panuje przekonanie i kontrolowane napięcie – na część choreografii wpływa medytacyjna praktyka ruchowa qigong. W niektórych momentach panuje intensywna, hipnotyczna cisza z, powiedzmy, lekkim zgięciem palców, jakby ćwiczyli widza, aby naprawdę zwracał uwagę na to, co się dzieje.

Let’s Dance International Frontiers potrwa do 9 maja