Strona główna Sport Andy Simpson, najbardziej pechowy angielski zawodnik rugby w historii, w końcu zdobywa...

Andy Simpson, najbardziej pechowy angielski zawodnik rugby w historii, w końcu zdobywa czapkę testową | Reprezentacja Anglii w rugby

11
0


Początkowo Andy Simpson myślał, że to niespodzianka w sobotni poranek. Ktoś z muzeum Rugby Football Union zadzwonił do niego i powiedział, że w wieku 71 lat został wreszcie reprezentacją Anglii. Biorąc pod uwagę, że przeszedł na emeryturę, nie biorąc udziału w oficjalnie uznanym teście – „pierwszą rzeczą, o której myślisz, jest: «Kto tu zabiera Mikiego?»” – jego sceptycyzm był zrozumiały.

Ale nie, to było całkowicie legalne. Simpson jest jednym z 47 byłych graczy, którzy teraz cieszą się ciepłą, różową poświatą, która wcześniej im umykała. Po przeszukaniu swoich archiwów RFU uznało, że kilka meczów przeciwko pełnowartościowym reprezentacjom narodowym – w tym zawody w 1986 roku pomiędzy Włochami a reprezentacją Anglii B, w skład której wchodzi Simpson – było w rzeczywistości meczami testowymi. Długie oczekiwanie dobiegło końca i debiutanci złotego oldie’u zostali zaproszeni na specjalną, choć spóźnioną ceremonię zamknięcia, która odbędzie się 8 czerwca.

Oprócz zwycięskiego losu na loterii – lub ewentualnie nowego biodra łagodzącego ból – trudno sobie wyobrazić bardziej podnoszącą na duchu wiadomość, jeśli spędziłeś cztery dekady jako jeden z cierpliwych niemal ludzi angielskiego rugby. Szczególnie dla Simpsona, który do tej pory był prawdopodobnie największym pechowcem, który nigdy nie wystąpił w reprezentacji Anglii.

Jego historia powinna być lekturą obowiązkową dla każdego współczesnego następcy. Co niezwykłe, Simpson w latach 70. i 80. zasiadał na ławce rezerwowych reprezentacji Anglii przez 21 meczów, ani razu nie wchodząc na boisko. Zawzięty dziwka, który grał dla Sale, był także członkiem drużyny Billa Beaumonta, Fran Cotton, Rogera Uttleya i innych z drużyny North, która pokonała All Blacks w 1979 roku. Chociaż reprezentował Anglię w sześciu meczach wyjazdowych, poza tym był wieloletnim dublerem Petera Wheelera, Steve’a Braina i Steve’a Millsa.

Częścią problemu był zwykły upór macho; wtedy jego rywale stanowczo odmawiali wycofania się. „Powinienem był dwukrotnie wyjść na boisko” – mówi Simpson ze swojego domu w Kent. „Kiedyś w Nowej Zelandii, podczas drugiego testu w 1985 roku, ktoś mocno podkuł Steve’a Braina i przez 90% meczu zataczał się. Powinni byli go zdjąć, a mnie popchnąć.

„Inny raz miał miejsce w Szkocji w 1986 r., kiedy relacjonowałem dziwkę i tylny rząd. Odszedł Jon Hall i zamiast mnie założyli zamek, Nigel Redman. Czekasz, aż ktoś powie: „Jesteś na topie”, ale to nigdy nie nastąpiło.

Skład Anglii przed meczem z Walią w Pucharze Pięciu Narodów w 1985 r. w Cardiff Arms Park. Andy Simpson w dresie swojego okrętu podwodnego siedzi w tylnym rzędzie, czwarty od prawej. Zdjęcie: Colorsport/Shutterstock

Najokrutniejszy cios nastąpił podczas zawodów Pięciu Narodów w 1981 r., kiedy Simpson był w kolejce do zastąpienia uznanego Wheelera, ale w poprzedni weekend w dziwacznym wypadku odciął mu czubek kciuka. „Właśnie przegraliśmy z Leicester na Welford Road w ćwierćfinale John Player Cup. Ojciec jednego z naszych napastników z drugiego rzędu stał zaparkowany z tyłu trybuny głównej i potrzebował pomocy. Pomagałem pchać framugę drzwi przy oknie, kiedy ktoś wskoczył i zatrzasnął drzwi. To wszystko. Kciuk zniknął. Było prawie pewne, że zostanę wybrany, ale tak się nigdy nie stało. „

Co ciekawe, Simpson wrócił do gry w ciągu trzech tygodni – „nic nie powstrzymuje nas wioślarzy z przodu” – a dwa miesiące później odbył tournée po Argentynie z Anglią. Jednak kontuzja zaczęła zmieniać postrzeganie. Za każdym razem, gdy rzut z autu nie trafiał w cel, Simpson wyczuwał wymianę spojrzeń na trybunach.

„To na pewno zostanie w pamięci. Zawsze mówią: „Niezły gracz, ale nie mógł rzucić do gry ze względu na kciuk”. To tkwiło we mnie przez długi czas.” Nieważne, że zawinił któryś z jego skoczków. Jak to ujął Simpson: „Ćwiczysz z ludźmi, a oni podskakują jak łosoś. Przyjdź na mecz, a oni z trudem odrywają się od ziemi. „

Jest to kolejny powód, dla którego telefon RFU miał tak duże znaczenie. Napastnicy z ery amatorskiej byli szaleni, ale Simpson, który spędził 30 lat w oświacie, przyznaje, że było to kilka dni pełnych emocji. „Po prostu nie możesz sobie wyobrazić, jaki będę dumny, kiedy zdobędę tę czapkę. Bo tylko to chciałem zrobić: grać dla Anglii. I nigdy tak się nie stało. ” Dziś byłaby to zupełnie inna historia. „Dzięki okrętom podwodnym typu roll-on roll-off prawdopodobnie miałbym 21 capów. Chociaż i tak nie mam wystarczającej liczby cyfr, aby policzyć do więcej niż 10.”

„Przy obecnym stanie rzeczy, mając rezerwowych zawodników typu roll-on roll-off, prawdopodobnie rozegrałbym 21 meczów w reprezentacji” – mówi Andy Simpson. Zdjęcie: Antonio Olmos/The Guardian

Podobnie wzruszający był czas na farmie Richarda Lee w pobliżu Wellington w Somerset, gdzie były rekwizyt Bath również otrzymał dziesiątki wiadomości z gratulacjami. Lee przemierzał dziesiątki tysięcy mil w tę i z powrotem do Bath na treningi, często w towarzystwie swojego starego kumpla Grahama Dawe’a, i wreszcie został nagrodzony za lata poświęceń.

„W pewnym sensie to trochę dziwne. Kiedy grasz, nie dostajesz skinienia głową, a potem nagle, gdy wszystko się wali, jesteś graczem z ograniczonym limitem. Ale to naprawdę cudowne. To uznanie, że jesteś najlepszy, po tym wszystkim, co włożyłeś. Że byłeś na szczycie swojej gry. „

Lee brał także udział w meczu we Włoszech w 1986 roku na Stadio Olimpico – „wybuchły petardy i sądzę, że oglądało go co najmniej 30 000 widzów” – i doskonale pamięta przygotowania przed meczem. „Pamiętam, jak jechałem wietrznymi drogami, aby odwiedzić winnice, wypić trochę wina i wrócić do domu. Rzym był miłym miejscem na wyjście. „

Mecz zakończył się remisem 15:15 – „Naprawdę mocno naciskaliśmy w końcówce, ale po prostu nie mogliśmy przekroczyć linii” – mówi Simpson – po czym gospodarze zostali oficjalnie uhonorowani występami w reprezentacji. Członkowie reprezentacji Anglii mogli jedynie unieść zdziwione brwi, podobnie jak miało to miejsce przed ich poprzednim meczem w środku tygodnia na Sycylii.

„Kiedy przyjechaliśmy, powiedzieli, że przed kolacją musimy porozmawiać z gościem z włoskiego odpowiednika MI5” – mówi Simpson. „Posadził nas i powiedział: «W tym mieście jest wielu złych ludzi. Są prostytutki, są narkotyki.» Niektórzy z chłopaków pytali: „Gdzie dokładnie idziemy?” Czy potrafisz wymienić nazwiska?”

Ach, stare, amatorskie czasy. Simpson wciąż chichocze na wspomnienie Budge’a Rogersa, ówczesnego przewodniczącego selekcji w Anglii, zbliżającego się do baru w Otley w 1979 r., gdy gracze z Północy świętowali zwycięstwo w drużynie All Black i zastanawiali się, ilu z nich weźmie udział w teście Twickenham. „Ten Yorkshireman w czapce z daszkiem podszedł do Budge’a, klepnął program meczowy w klatkę piersiową i powiedział: «Oto ta cholerna drużyna, teraz ją wybierz»”.

Nie wyszło tak, ale przynajmniej Simpson i spółka śmieją się ostatni. „Cieszę się, że udało nam się to teraz zrobić” – mówi Rob Udwin, były przewodniczący RFU. – Jest kilku dobrych zawodników, którzy w innym wieku, przy większej spójności selekcji, mieliby lepsze możliwości.

To pozwala nam zastanowić się nad najbardziej bolesnym pytaniem w sporcie: co jeśli? Czy gdyby Simpson i Lee dostali się do kadry 40 lat temu, czy zmieniłoby to ich podejście do życia? A może sprawiło, że stały się bardziej odporne? Tak czy inaczej, Simpson bardzo chciałby, aby ktoś przesłał mu materiał filmowy z zapomnianej próby, którą zdobył w meczu Północ z Nową Zelandią na stadionie Gateshead w listopadzie 1983 roku. Jeśli ktokolwiek zasługuje na to, aby położyć się i oglądać telewizję z dumną czapką reprezentacji Anglii na głowie, to z pewnością on.