Strona główna Sport PSG prowadzi bez tchu, klasyk 5:4 podczas rajdu Bayernu Monachium po dublecie...

PSG prowadzi bez tchu, klasyk 5:4 podczas rajdu Bayernu Monachium po dublecie Dembélé | Liga Mistrzów

3
0


Czy kiedykolwiek odbył się podobny mecz piłki nożnej? W świetlistą, ekscytującą, nieco szaloną noc w Parc des Princes Paris Saint-Germain i Bayern Monachium stworzyli coś, co wydawało się zupełnie inną kategorią ludzkiej działalności.

W Paryżu padło dziewięć goli, najwięcej w historii w pierwszym meczu półfinału Ligi Mistrzów, a końcowy wynik to w dużej mierze arbitralne prowadzenie 5:4 dla PSG przed rewanżem w przyszłym tygodniu. Najbardziej niezwykły był charakter samego spektaklu, który przypominał futbol półbogów, zaskakujące połączenie nieubłaganej precyzji i nienasyconego ataku.

Przyjechaliśmy, spodziewając się kolejnego półfinału w najbardziej wymagających rozgrywkach klubowej piłki nożnej, jakie kiedykolwiek wymyślono, drobnych marginesów, szczegółów, chwil pomiędzy ściskiem a prasą. To, co się rozwinęło, przypominało dzieło sztuki, 90 minut zbiorowej improwizacji nadnerczowej.

Przed rozpoczęciem Paryż był pięknym, rześkim, nasłonecznionym miejscem, a szerokie, puste ulice wokół Parc Des Princes tętniły władczą, nieco triumfalistyczną energią. PSG cieszyło się z bycia faworytem w tych rozgrywkach. Tutaj przedmeczowy tifo kibiców gospodarzy był nieco niezręcznym portretem w stylu antycznym, przedstawiającym maszerującą armię francuską miażdżącą pod piętami odzianą na czerwono armię germańską, co jest z pewnością odważnym, a w istocie selektywnym ujęciem, jeśli naprawdę podążamy szlakiem militarnym pomiędzy tymi dwoma narodami.

Wnioski wyciągnięte ze zwycięstwa Bayernu nad PSG na początku sezonu – a więc wiele meczów temu – były surowe i całkowicie pragmatyczne. Usiądź na Vitinha, co łatwiej powiedzieć, niż zrobić, biorąc pod uwagę, że jest to w zasadzie ludzki WD40, który może się ślizgać, ślizgać i kręcić w najmniejszej przestrzeni. I naciskaj wysoko, bądź odważny, karm swój własny atak.

João Neves jest zachwycony po zdobyciu drugiego gola dla PSG tego wieczoru. Zdjęcie: Mattia Ozbot/UEFA/Getty Images

Od początku obie drużyny po prostu wkroczyły w tę grę, zabierając ogromne, głodne kęsy z przestrzeni przed nimi, atakując z zadziwiającym poziomem rzemiosła i intensywności. Potem padło pięć bramek w pierwszych 45 minutach. Zapierający dech w piersiach, odważny i zaciekle rozdrobniony futbol. Kto wiedział, że jest to dozwolone?

Bayern zaczął dobrze. Michael Olise przy pierwszej okazji minął Nuno Mendesa, skrzydłowego, który nie tyle cię pokonuje, co grzecznie wycina z pola widzenia. Marquinhos został ukarany żółtą kartką za parkowanie, które przeszkodziło Luisowi Díazowi w szybkim strzale. I nawet w tych początkowych wymianach był to już piękny mecz piłki nożnej, wysokiej jakości, ale także pionowy, głodny i nastawiony na atak.

Pierwsza bramka Bayernu padła w 17. minucie. Diazowi udało się biegać po linii prostej, celnie kierując piłkę na połowę PSG, wymieniając podania z Olise, po czym potknął go przeciążony Willian Pacho.

Harry Kane wchłonął rozległe okrzyki toczące się wokół parku, zrobił pauzę, zatrzymał się ponownie i rzucił piłkę w róg, podczas gdy Safonow skoczył w drugą stronę. Był to 13. gol Kane’a w Lidze Mistrzów w tym sezonie, który powalił go na ramię Kyliana Mbappé i został królem strzelców.

Powinno to nastąpić dwie minuty później, gdy Kane wykonał piękne, miękkie podanie, które posłało Oliseha prosto na bramkę, ale jego strzał został dobrze obroniony, gdy Matvey Safonov wybiegł na boisko.

Ousmane Dembélé źle spudłował, trafiając do bramki długim podaniem Achrafa Hakimi. Jednak po 24 minutach było już 1:1. To był moment na wejście do strefy Khvicha Kvaratskhelia. Biorąc pod uwagę piłkę w wewnętrznym kanale, najbardziej mylący, zaniedbany, wysokiej klasy kreatywny napastnik na świecie nacisnął pedał gazu, szarżując w stylu barbarzyńcy u bramki na wycofującą się obronę Bayernu, wbiegł zygzakiem do środka i oddał piękny niski strzał w dalszy róg.

Obie drużyny po prostu biegły dalej, wchodząc w klincze. Tuż po pierwszej połowie Olise ponownie minął Mendesa i dośrodkował z linii bramkowej, a piłka odbiła się od najbliższego słupka. Minutę później PSG objęło prowadzenie po rzucie rożnym, a João Neves skręcił kark i fenomenalnie strzelił głową w poprzek bramki i w róg.

To był zawrót głowy, brak tchu, coś z nadnerczami. Po 40 minutach było już 2:2. Tym razem przyszła kolej Olise, aby zrobić coś dziwacznego, choć tylko na swój własny, dyskretny, pełen wdzięku sposób. Przyjął piłkę w centralnej pozycji, mając przed sobą czterech obrońców PSG, i po prostu wpłynął w przestrzeń, która nagle się tam pojawiła, rażąco oczywistą, teraz, gdy o niej wspomina, i wykonał uderzenie bez odbicia w okolice środka bramki, dwie sekundy beztarciowego ataku pośród całego tego upału i hałasu.

W jakiś sposób magiczna pierwsza połowa wciąż nie została dokończona. W doliczonym czasie gry PSG otrzymało rzut karny, przyznany po kontroli VAR dotyczącej piłki ręcznej Alphonso Daviesa po dośrodkowaniu. Dembélé pogrzebał kopnięcie. Gdy zespoły schodziły na boisko, wynik wynosił 3:2, choć szczerze mówiąc, w tamtym momencie mogło być wszystko.

I nie tylko… Luis Díaz zdobywa czwartą bramkę dla Bayernu. Zdjęcie: Christophe Ena/AP

Druga połowa rozpoczęła się w bardziej miarowym tempie, to znaczy wciąż szalenie zawrotnym. W 56. minucie było 4:2 dla PSG, gdyż po raz pierwszy gra nieco się rozpadła. Hakimi znalazł ogromny korytarz kosmiczny po prawej stronie. Jego dośrodkowanie uniknęło środkowego chwytu w stylu Tratwy Meduzy, a Dembélé manekinował nad piłką, a Kvaratskhelia, masywnie nieoznaczony, dał klapsa w drugiej połowie. W 58. minucie Dembélé podwyższył na 5-2, mając zbyt dużo miejsca na błąkanie się i oddanie strzału z bliskiego słupka.

Wydawało się, że w tym momencie Bayern wyparował, wciągnął się na całe boisko i umarł z gorąca. Zespół PSG notuje wspólne przypływy energii, a utrzymująca się intensywność jest niezwykła w takich momentach jak ten.

Wszystko wtedy. Albo najwyraźniej nie. W ciągu 10 minut wynik wzrósł z 5-2 do 5-4. First Dayot Upamecano głową po rzucie wolnym. Następnie Díaz strzelił gola po pięknym podaniu Kane’a, uderzając do środka, a następnie na zewnątrz i wbijając piłkę w róg.

Mogło zakończyć się wynikiem 5:5, gdy Bayern naciskał w końcówce. Zamiast tego po ostatnim gwizdku obu drużyn rozległy się brawa, a rewanżowy mecz wyglądał na doskonale przygotowany.