Na początku ostatniej sesji treningowej przed najważniejszym meczem od dekady zawodnicy Atlético Madryt ustawili się w kolejce przed środkowym kołem stadionu Metropolitano i czekali na przyjście trenera. Diego Simeone przybył i przebiegł środkiem, od Juana Musso i Jana Oblaka po jednej stronie, po Antoine’a Griezmanna i Ademolę Lookman po drugiej. Kiedy przechodził ze spuszczoną głową, wiwatowali i uderzali go – choć nie tak mocno, jak wtedy, gdy nadeszła kolej gracza. Bieg Gauntlet, aplauz rozległ się po pustym stadionie. Wszystkiego najlepszego, panie.
We wtorek Simeone skończył 56 lat. Spędził tu prawie 20 z nich: najpierw jako kapitan, który zdobył dublet, następnie trener, który po 18 latach zapewnił Atlético kolejny tytuł mistrzowski, a teraz prowadzi ich do czwartego i siódmego półfinału Pucharu Europy, dziewięć lat od ostatniego. Co dostaniesz od mężczyzny, który ma wszystko? „Buah! Nie możesz sobie wyobrazić, jak dobrze jest być w czterech najlepszych drużynach w Europie”, powiedział po ćwierćfinale; „Nie mam życzeń urodzinowych” – powiedział przed półfinałem – „po prostu jestem wdzięczny, że w dniu moich urodzin mogę być z moimi trzema synami, z moimi dwiema córkami, moją mamą, moją żoną i moimi przyjaciółmi na całe życie”.
Jeden z synów ukrył się gdzieś w tłumie i uderzył go. W dniu, w którym Simeone żegnał się z Vicente Calderón jako zawodnik w grudniu 2004 roku, niósł na rękach swojego najmłodszego syna, dwuletniego Giuliano. Na kilka dni przed powrotem do Madrytu jako trener w grudniu 2011 r. zatrzymał się w kawiarni w Mar del Plata i przy rogaliku i szklance mleka zapytał ośmioletniego wówczas Giuliano, co o tym myśli. „Będziesz trenował (Radamel) Falcao?” – odpowiedział dzieciak, a podekscytowanie ustąpiło miejsca rzeczywistości. „Ale… jeśli wszystko pójdzie dobrze, nie wrócisz”.
Tak było, a on nie, ale to było w porządku. Czternaście lat później tata Giuliano nadal tam pracuje – żaden menadżer w historii Hiszpanii nie przetrwał dłużej – i teraz także on. Urodzony we Włoszech w grudniu 2002 r. Giuliano dorastał w Argentynie ze swoimi starszymi braćmi, Giovannim i Gianlucą, ale często ich odwiedzali, a ich tata też ich odwiedzał. W poranki w dniu meczowym jedli „razem” za pośrednictwem iPada. Ich pasją była oczywiście piłka nożna, którą łączyła wspólna pasja. Podczas formacji przesuwano szklanki po stole i po całym domu znajdowano kawałki papieru, wspomina Gio: taktyczne bazgroły, które robił ich tata.
Podczas uroczystości po zdobyciu przez Atlético tytułu Ligi Europy w 2012 roku Simeone senior został przyłapany przez kamerę na podekscytowaniu rozmowy przez telefon: „A widziałeś gola Falcao?!”. Po drugiej stronie był Giuliano. W wieczór, w którym Atlético wygrało Copa del Rey w 2013 roku, był wieczór szkolny, było już za późno, ale bracia wykonali zwykłe czynności w domu, z szalikami rozwieszonymi po całym pokoju. Kiedy Atlético wygrało derby w styczniu 2015 roku, wzdłuż linii bocznej podbiegł malutki chłopiec w białym śliniaku i długich włosach – w czym miał być bardzo dobry – i rzucił się trenerowi w ramiona. To też był Giuliano.
Diego Simeone wykrzykuje instrukcje zza linii bocznej Atlético, jak to robił przez ponad 14 lat. Zdjęcie: Irina R. Hipolito/AFP7/Shutterstock
Jako chłopiec od podawania piłek niezmiennie przesiadywał na ławce rezerwowych i owszem, czasami tata kazał mu trochę zwolnić, jeśli drużyna wygrywała. Odwiedzał treningi w Cerro del Espino w Majadahonda, niedaleko domu rodzinnego, i świetnie się bawił. „To było szaleństwo widzieć graczy z bliska” – powiedział. „Zawsze myślałem: «Wyobraź sobie, że jesteś tam; to byłoby szaleństwo»”. Po Falcao jego idolem został Antoine Griezmann.
Konkurencja zbliżyła się do domu. „Kopali mnie, rzucali na podłogę, a kiedy płakałem, nie mogłem się już z nimi bawić; nauczyłem się być twardszy” – Giuliano powiedział o zabawie z braćmi. Gianluca i Gio byli dobrzy, zostali profesjonalistami tak jak ich tata i podejrzewali, że Giuliano też będzie dobry. Tylko może nie tak dobrze. Miał 16 lat, kiedy opuścił akademię River Plate i przepłynął Atlantyk, aby dołączyć do młodzieżówki Atlético. Mieszkał z tatą i codziennie rano obserwował, jak ślęczy nad formacjami. Jednak kiedy skończył 18 lat, Simeone senior wyrzucił go; nadszedł czas, aby stać się mężczyzną. Teraz jego tata jest jego menadżerem, a jego bohaterem jest jego kolega z drużyny.
Może to wydawać się łatwe, ale tak nie było – po części właśnie dlatego, że mogłoby się to wydawać łatwe. W niedawnym wywiadzie udzielonym Jorge Valdano Giuliano przyznał: „Czasami może wydawać mi się dziwne, gdy zastanawiam się, co pomyślą inni”. Kiedy Valdano zażartował, że najlepszą rzeczą jest, gdy twoi koledzy z drużyny źle mówią o menadżerze, mów jeszcze gorzej. Odpowiedź nadeszła szybko: „Bez wątpienia!” Giuliano przyznał, że miało to na niego wpływ, gdy był młodszy, powiedział Cadena Ser: „Kiedy miałem 12 lat, ludzie mówili, że gram, bo jestem synem mojego ojca. Próbuję się od tego odizolować. Wiem, że nie zostanę obdarowany niczym. „
Wręcz odwrotnie. Simeone senior powiedział kiedyś, że nie ma mowy, aby podpisał kontrakt z synem ze względu na bagaż, jaki to ze sobą przyniesie: podejrzenia, presję. „Nie chcę mówić nigdy, ale…” – powiedział. „Bardzo trudno byłoby mieć syna w szatni. Bardzo trudne dla niego, dla związku, dla wszystkich. „
Powiedział jednak to o Gio, a nie Giuliano, a Atlético nie podpisało kontraktu z tym drugim zawodnikiem ani tak naprawdę nie planowało, aby ojciec i syn zbiegli się w czasie. Był po prostu kolejnym dzieciakiem z akademii, który próbował się wykazać.
Na sprzedaż szalik z menadżerem Atlético Diego Simeone i jego synem oraz zawodnikiem Atlético Giuliano Simeone. Zdjęcie: David Ramos/Uefa/Getty Images
W rzeczywistości musi zrobić więcej, aby się wykazać. Wypożyczony najpierw do Saragossy, a następnie do Alavés, Giuliano złamał kostkę w 2023 roku. Tata natychmiast podszedł do jego łóżka, ale wątpliwości co do dalszego kierunku jego kariery nie ograniczały się do kontuzji, którą pokonał dzięki determinacji związanej z imieniem. Wyglądało na to, że Simeone miał niechęć do otwarcia drogi swojemu synowi. Jednak Simeone Jr sam je otworzył, równie natarczywy i nieustępliwy jak jego stary. Wyważając drzwi, sprawił, że nikt nie mógł go zignorować. Nawet jego tata.
Giuliano był kiedyś środkowym napastnikiem, ale jego dziadek – ojciec Simeone – powiedział, że skrzydło go zrobi i tak się stało: rozrywanie linii bocznej, żyły w głowie miały pęknąć. „Ten Simeone, stary… do cholery” – powiedział ówczesny trener Alavés, Luis García. „Biegnie przez 90 minut bez przerwy. Jest utrapieniem. Jego poziom jest bardzo wysoki. W każdej chwili potrafi zrobić coś z niczego. „
„Widzę zawodnika, a nie syna” – mówi Simeone. Niezależnie od tego, jak bardzo był dumny, zachował szczególną ostrożność, aby nie mówić wylewnie o swoim synu, nawet jeśli robił to w stosunku do innych graczy – przed meczem z Barceloną publicznie powiedział Griezmannowi: „Kocham cię” – a nawet nie przyznał się do niego.
Kiedy Gianluca przebywał w drużynie Rayo Majadahondy, który rozgrywa mecze u siebie na poligonie Atlético, pojawiali się osobno, siadali osobno i osobno wychodzili. „Giuliano ma dobre relacje z kolegami z drużyny; to właśnie najbardziej mnie cieszy w naszej podróży ojca z synem” – powiedział Simeone.
Menedżer Atlético Diego Simeone świętuje we wrześniu zwycięstwo swojej drużyny nad Realem Madryt 5:2 wraz ze swoim synem Giuliano. Zdjęcie: Manuel Blondeau/AOP Press/SIPA/Shutterstock
Musiałby na to zasłużyć, swoje miejsce też. Kiedy Giuliano wrócił z wypożyczenia, rozegrał jeden z pierwszych 11 meczów. Ale gdy dostał szansę – głównie dlatego, że trener nie miał innego wyjścia – chwycił ją i nigdy nie puścił, z nim wszystko było lepsze. Teraz nie mam wątpliwości, że jest to zawodnik warty każdej minuty, którą dostaje i każdej minuty, którą daje. I chłopak daje.
Giuliano ma tatuaż z datą debiutu w Atlético. To „zespół mojego życia” – mówi i co do tego też nie ma wątpliwości, dziedzictwo po ojcu, coś innego wspólnego, powiązanego od początku. Przyjrzyj się im, a zobaczysz: ten sam charakter, ta sama konkurencyjność po obu stronach linii bocznej. Idź do sklepu klubowego i poproś o koszulkę z numerem 20, a na plecach będzie napisane „Giuliano”, a nie „Simeone”. Ale to jego tata, we wtorek były jego urodziny i ma wszystko, czego zapragnął. „Nie mogę prosić o absolutnie nic, mogę tylko wyrazić wdzięczność” – powiedział.