Strona główna Wiadomości Kiedy autorka twierdzi, że musi odrzucić nagrodę w wysokości 175 000 dolarów,...

Kiedy autorka twierdzi, że musi odrzucić nagrodę w wysokości 175 000 dolarów, co to mówi o świecie wydawniczym? | Rhiannon Lucy Cosslett

7
0


„Wystarczy pięciominutowy spot w porannym programie telewizyjnym” – powiedział mi niedawno kolega. „Wtedy wszyscy kupią twoją powieść”. Próbowałam sobie wyobrazić siebie, z przerażeniem, że mnie filmowano, w grubym pomarańczowym makijażu, siedzącą na sofie w jasno oświetlonym studiu, próbując opowiedzieć o tym, jak francuska krytyczka Hélène Cixous zainspirowała mnie do napisania pierwszej wielkiej powieści o owulacji. Dla wszystkich zaangażowanych brzmiało to absurdalnie.

Jednak będąc pisarzem, powinieneś wykorzystywać każdą nadarzającą się okazję. Taki był stosunek do wiadomości, że Helen DeWitt odrzuciła nagrodę Windham-Campbell w wysokości 175 000 dolarów (129 000 funtów) ze względu na niezdolność do wywiązania się ze swoich zobowiązań promocyjnych, które obejmowały od sześciu do ośmiu godzin zdjęć. Nagroda, którą w tym roku przyznano ośmiu pisarzom w uznaniu dorobku ich życia, ma dać odbiorcom czas i przestrzeń do pracy niezależnej od problemów finansowych.

DeWitt to autorka ciesząca się uznaniem krytyków, a jej debiutancka powieść „Ostatni samuraj” – opublikowana 26 lat temu – jest powszechnie uważana za dzieło charakteryzujące się innowacyjnym geniuszem. Opinie na temat jej niedawnego stanowiska są mocno podzielone: ​​niektórzy chwalą jej pryncypialną odmowę udziału w grze autopromocyjnej, która tak bardzo wyczerpuje pisarzy, inni zaś nazywają ją zepsutym, zatytułowanym koszmarem.

Taka nagroda to marzenie, a kontrowersje wokół DeWitta nieco przyćmiły pozostałych ośmiu zwycięzców. Jedną z nich jest Gwendoline Riley, autorka ironicznych, spokojnych książek poruszających tematykę relacji rodzinnych. Riley ma pewien prestiż, ale jej ogromny talent został dawno przeoczony i poprzedni wydawca ją porzucił. Co ciekawe, rzadko uśmiecha się na zdjęciach. Odbierając nagrodę, wydawała się oszołomiona. To ogromna suma, której żaden pisarz nie może powstrzymać się od wydania w głowie.

Jeśli nie napisałeś jednego z niewielu tytułów, które po przejęciu miały zostać uznane za bestsellery (co wiąże się z odpowiednimi budżetami marketingowymi), czasy są trudne. Zatem pewne „momenty” mogą zadecydować o Twojej karierze: nagroda, występ w telewizji, Kaia Gerber czytająca Twoją powieść na leżaku, Dua Lipa wybierająca ją do swojego klubu książki. Fikcja literacka pojawia się w Vogue’u w obu znaczeniach, chociaż nie jest pewne, czy przekłada się to na rzeczywistą sprzedaż i długość kariery.

Autorka Gwendoline Riley, jedna z tegorocznych laureatek nagrody Windham-Campbell. Zdjęcie: Susannah Baker-Smith

Wystarczy spojrzeć na średnie zarobki autorów, aby przekonać się, że dla większości ludzi pisanie literatury to niestabilna kariera (jestem na dobrej drodze, aby umrzeć jako najemca). Tak, do pewnego stopnia, który jest naszym wyborem, ale jego niepewność tylko wzrasta. Czytając posty DeWitta wyłania się obraz niezwykle utalentowanego pisarza, który musiał stawić czoła długim okresom życia z dnia na dzień, wyczerpania nakładów, trudnych ścieżek do publikacji powodujących niewypowiedziany stres, zmagających się z depresją i dysfunkcjami wykonawczymi oraz obowiązkami opiekuńczymi. Wielu autorów potrafi współczuć.

DeWitt twierdzi, że nie mogąc zaangażować się w wymagane prace promocyjne, poprosiła organizatorów nagród o wprowadzenie poprawek, na co ostatecznie odmówili. Według pisarki Daisy Lafarge ujawniło to podejście do niepełnosprawności i chorób przewlekłych, które jest „zubożone i żenująco przestarzałe”. „Odmowa nagrody ze strony nagrody, aby spotkać się z nią w połowie drogi, obnaża coś, co uważam za endemiczne w świecie książki” – mówi Lafarge, dodając, że świat sztuki znacznie przoduje w ułatwianiu artystom dostępu i potrzeb w zakresie pomocy. W publikowaniu „jeśli nie jesteś w pełni sprawny fizycznie, masz wybór: rzucić studia lub po prostu zacisnąć zęby”. Jedno i drugie jest kosztowne.

Inny autor, który prosił o zachowanie anonimowości, był innego zdania. „Ktoś otrzymał propozycję, z której z różnych powodów musiała odmówić. W porządku. Gdybym zaproponował sześciocyfrową sumę w zamian za przebiegnięcie maratonu, musiałbym odmówić. W każdym środowisku występują warunki społeczne, psychiczne i fizyczne, które sprawiają, że niektóre możliwości są nieodpowiednie. ” Zauważają, że tego typu zdarzenia zdarzają się cały czas – osobom niepełnosprawnym, osobom z problemami zdrowotnymi, opiekunom i osobom nieposiadającym pomocy w zakresie opieki nad dziećmi. Dopiero suma pieniędzy zwróciła na to uwagę ludzi.

Jednak ta kontrowersja nie tylko uwypukla kwestie włączania w branży wydawniczej. Chodzi także o to, że pisanie nie wydaje się już głównym zajęciem. Wielu pisarzy to dziwaki, a niektórzy to geniusze, których uzdolnienia są prawdopodobnie formą neurodywergencji. Tacy artyści potrafią być wrażliwi i trudni. Potrzebują nieprzerwanego czasu na tworzenie. Niełatwo im się wpasować w świat profesjonalnej autopromocji, jakim jest współczesne wydawnictwo. Jak napisał DeWitt w poście na blogu: „Możemy pomyśleć o wielu pisarzach, których podziwiamy, dla których to wszystko byłoby nie do pomyślenia – z głowy, Dickinson, Proust, Kafka, Beckett, Pessoa, Salinger, Harper Lee, Pynchon, DeLillo, Cormac McCarthy, Ferrante”.

Rzucenie światła na branżę ma kluczowe znaczenie. Ilu czytelników wie, że nagrody nie są tak czysto merytokratyczne, jak się wydaje? Że mogą mieć tajne procedury nominacji – niektóre dopuszczają tylko jedno lub dwa zgłoszenia na wydawnictwo, w zależności od osiągnięć – i mieć dołączone warunki promocyjne? Że żadnego z nich nie można nazwać naprawdę sprawiedliwym? Że ostatecznie wszyscy szukamy resztek?

Jest tak wiele rzeczy w wydawnictwie, które bym zmieniła, ale są też przebłyski nadziei, że ta twórczość nadal ma znaczenie: zwycięstwo Riley, powrót bezpłatnych publicznych odczytów w wielkim stylu, anonimowa pisarka Liadan Ní Chuinn znalazła się na krótkiej liście tegorocznej nagrody dla Młodej Pisarki Roku Sunday Times (organizatorzy przedstawili ją za pomocą sylwetki zamiast fotografii i pozwolili, aby jej odpowiedzi w wywiadach były wyrażane przez aktora).

Tymczasem DeWitt ogłosiła wczoraj, że konserwatywny uniwersytecki zespół doradców zaoferował jej stypendium w wysokości 175 000 dolarów bez żadnych zobowiązań, co było posunięciem, które kilku moich znajomych pisarzy określiło jako „zabawne”. Może DeWitt wcale nie jest taki zły w rozgłosie. Jeśli chodzi o mnie, czekam na telefon z BBC Breakfast.