Cóż to za czas być kibicem Crystal Palace. Dwanaście miesięcy temu klub z południowego Londynu wciąż czekał na zdobycie swojego pierwszego ważnego trofeum i nawet najbardziej optymistyczny kibic nie mógł sobie wyobrazić, że będzie brał udział w półfinale europejskich rozgrywek.
Jednak pomimo kilku niepokojących momentów, gdy walcząca drużyna Fiorentiny zmniejszyła deficyt z zeszłotygodniowej porażki 3:0 w pierwszym meczu na Selhurst Park do zaledwie dwóch bramek na pół godziny przed końcem meczu, drużyna Olivera Glasnera pokazała swoją rosnącą dojrzałość na tym poziomie i awansowała do czterech ostatnich pojedynków z Szachtarem Donieck.
Choć Palace sprawił, że sytuacja stała się znacznie bardziej niekomfortowa po wczesnym trafieniu Ismaïli Sarr, nawet kontuzja Adama Whartona i Maxence’a Lacroix przed przerwą nie wytrąciła ich z równowagi w starciu z przeciwnikami, którzy dwukrotnie zostali pokonani w tych rozgrywkach i dali z siebie wszystko.
Jednak po zdobyciu Pucharu Anglii i Tarczy Wspólnoty Glasner będzie się cieszył możliwością podpisania kontraktu z Palace z kolejnym trofeum, które w ciągu kilku tygodni odmieniło losy jego drużyny.
Kibice Palace w pełni wykorzystali florenckie wiosenne słońce w okresie przygotowań do rozpoczęcia, a wielu z nich podróżowało bez biletów tylko po to, aby po raz pierwszy poczuć smak wyjazdowego ćwierćfinału Europy.
Johna Salako, byłego skrzydłowego Anglii, który był częścią drużyny Palace, która w 1991 roku zajęła trzecie miejsce w starej First Division, ale odmówiono jej miejsca w Europie, widziano, jak bawił się na Piazza del Duomo po południu.
Po całkowitym zamknięciu jednej z trybun w ramach renowacji o wartości 160 milionów funtów, która zwiększy jej pojemność do ponad 40 000 do 2029 r., większość z 1400 kibiców, którzy mieli szczęście mieć bilety, stłoczyła się w odległym kącie tej wspaniałej areny na świeżym powietrzu.
Z pewnością dało się odczuć ich obecność, gdy drużyny wyłoniły się, wymachując gigantycznymi czerwono-niebieskimi flagami i wystrzeliwując czerwone flary w ramach specjalnego pokazu zorganizowanego przez wpływową grupę fanów Holmesdale Fanatics.
Menedżer Fiorentiny Paolo Vanoli po raz kolejny musiał poradzić sobie bez włoskiego napastnika Moise Keana i przyznał wcześniej, że jego zespół będzie musiał „zaryzykować, spróbować i marzyć” po rozczarowującym wyniku w zeszłym tygodniu w południowym Londynie. Jednak po znakomitej rekonwalescencji po niepowodzeniu w żadnym z pierwszych 11 meczów w Serie A, odkąd objął stery w listopadzie, Glasner nie brał niczego za pewnik.
Pod nieobecność Evanna Guessanda z powodu kontuzji kolana, której nabawił się w weekendowy mecz z Newcastle, Yéremy Pino wystartował za Jean-Philippe Matetą po tym, jak preferowany był napastnik Francji, który podpisał kontrakt z Jørgenem Strandem Larsenem.
Daniel Muñoz powinien zapewnić Palace doskonały start, ale ku frustracji Glasnera uderzenie Kolumbijczyka było daleko od celu.
Nadzieje Fiorentiny na słynny powrót okazały się płonne w 17. minucie, kiedy Palace szybko się przełamał, a Sarr głową dośrodkował Muñoza. Senegalski napastnik od razu prawie podwoił swój wynik, ale przeszkodziła mu dobra interwencja Davida de Gei.
Następnie Sarr udowodnił swoją wartość po drugiej stronie bramki, opuszczając linię bramkową po tym, jak Dean Henderson obronił strzał wypożyczonego z Tottenhamu Manora Solomona.
Gospodarze wykazali się jednak znacznie większym zaangażowaniem niż w pierwszym meczu i otrzymali ratunek, gdy Jaydee Canvot został ukarany karą za złapanie Rolando Mandragory po miękkiej decyzji hiszpańskiego sędziego.
Fani Crystal Palace są zachwyceni wycieczką do Toskanii. Zdjęcie: Jennifer Lorenzini/Reuters
Aby pogorszyć sytuację Palace, Adam Wharton pokuśtykał, trzymając się za pachwinę, tuż przed tym, jak Albert Gudmundsson spokojnie uderzył z miejsca na bramkę.
Tuż przed przerwą doszło do kolejnej poważnej porażki Palace, kiedy Lacroix spisał się gorzej niż Muñoz po zderzeniu obu drużyn i francuski obrońca nie był w stanie kontynuować gry. Fiorentina poczuła zapach krwi. Jednak Henderson dorównał zaciętej determinacji Solomona już po pierwszej połowie i utrzymał trzybramkową przewagę.
W przerwie Glasner wysłał Stranda Larsena na rozgrzewkę, a na początku drugiej połowy norweski napastnik zastąpił Matetę.
De Gea dobrze obronił niecelny strzał Daichiego Kamady, ale Henderson nie mógł nic zrobić, gdy z 25 metrów dośrodkował Cher Ndour i zdobył kolejnego gola dla Fiorentiny.
Nagle prowizoryczna obrona Palace wyglądała na chwiejną za każdym razem, gdy przeciwnicy atakowali. Znakomity Gudmundsson zmusił Hendersona do kolejnej obrony, podczas gdy Fiorentina wywierała presję tuż przed tym, jak sędzia odrzucił apelacje o kolejny rzut karny, a nastroje stawały się coraz bardziej nerwowe.
Chadi Riad został oblany płynem z trybun po zdecydowanie zbyt mocnym pchnięciu Ndoura, jednak Palace był w stanie spowolnić grę, a Fiorentina nie była w stanie odzyskać rytmu.
Kiedy na dziewięć minut przed końcem główka Roberto Piccoli minęła poprzeczkę Hendersona, kibice przyjezdnych poczuli się odpowiednio zrelaksowani, prezentując swoją piosenkę o awansie do finału w Lipsku. Biorąc pod uwagę osiągnięcia Glasnera, będą musieli trochę się zatrzymać.