Strona główna Wiadomości Recenzja A Gorilla Story: Recenzja opowiedziana przez Davida Attenborough – jak jedno...

Recenzja A Gorilla Story: Recenzja opowiedziana przez Davida Attenborough – jak jedno z naszych ostatnich spotkań z uwielbianym krewnym | Telewizja

20
0


Najsłynniejsza sekwencja w całej kinematografii przyrodniczej miała miejsce 48 lat temu. Podczas kręcenia filmu Życie na Ziemi – przełomowego programu BBC, który wyznaczył plan programowania przyrodniczego w dzisiejszej postaci – David Attenborough przekradał się przez lasy Rwandy i nieoczekiwanie został żartobliwie napadnięty przez rodzinę goryli. Kiedy wspięli się na niego, Attenborough zwrócił się do kamery i powiedział: „Wymiana spojrzenia z gorylem ma większe znaczenie i wzajemne zrozumienie niż z jakimkolwiek innym zwierzęciem, które znam”.

Minęło prawie pół wieku, a sekwencja nadal wywołuje gęsią skórkę. Być może dlatego stał się podstawą nowego filmu dokumentalnego. Gorilla Story to film o wiele bardziej gwiazdorski niż jego poprzednik – wyreżyserował go nagrodzony Oscarem James Reed, a producentem wykonawczym jest Leonardo DiCaprio – ale jego pomysł jest fascynujący: jak po tak długim czasie radzą sobie te same goryle?

Jak pokazuje film, to zależy od tego, kim jesteś. Jeśli jesteś ogólnym ekologiem, to jest to prawie powszechnie dobra wiadomość. W latach 70. kłusownictwo na goryle w Rwandzie niemal doprowadziło do wyginięcia, ale prace konserwatorskie prowadzone przez Diana Fosseya (i chociaż jest on zbyt skromny, aby to przyznać, ogromne światło reflektorów rzucone na zwierzęta przez Attenborough) oznacza, że ​​liczebność populacji została prawie całkowicie odzyskana.

Ale jeśli jesteś jednym z goryli, sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana. Grupa Pablo, jak nazywa się tę rodzinę – nazwana na cześć młodego goryla, który najbardziej przyciąga Attenborough – znajduje się w ciągłym ruchu. Wszystkie zwierzęta, które spotkał Attenborough, zdechły, a grzędą rządzą ich potomkowie. Gicurasi, dominujący srebrnogrzbiet, starzeje się. Zauważył to nowy pretendent o imieniu Ubwuzu i teraz rzuca swoim ciężarem we wszystkie możliwe strony.

Charakterystyka zwierząt jest pięknie uchwycona… Historia goryla: opowiedziana przez Davida Attenborough. Zdjęcie: Ben Cherry/Silverback Films/Netflix

Wszyscy wiedzą, że głównym grzechem oglądania filmów o dzikiej przyrodzie jest zbytnia antropomorfizacja zwierząt, przenoszenie naszych ludzkich spostrzeżeń i doświadczeń na zwierzęta, które ich nie podzielają. To powiedziawszy, Ubwuzu jest najwyraźniej niezłym kutasem. Bije Gicurasiego w pokazie dominacji, a następnie atakuje młodszego goryla u progu dorosłości o imieniu Imfura, który spędza większość filmu pokryty pręgami i ranami zadanymi przez Ubwuzu, próbując utrzymać go na swoim miejscu.

Jak zauważa Attenborough: „Być może goryl może znieść tylko tyle razy”. Nic więc dziwnego, że Imfura wkrada się z powrotem do rodziny, gdy Ubwuzu wyjeżdża ze swoją kochanką, i zabija jego dziecko. Przemoc, walka o władzę, smutek; to jest właśnie kwestia wielkiego dramatu.

Być może zbyt duży dramatyzm, bo wszystko to upchnięto w nieco ponad godzinie filmu, co nadaje całości sens gwizdka. Kiedy charakterystyka zwierząt – ich osobowości, indywidualne role w ciasnej sieci społecznej rodziny – jest tak pięknie uchwycona, nie można powstrzymać się od żalu, że nie potraktowano jej tak długo, jak na to zasługuje.

Na niekorzyść filmu działa również to, że wszystkie te epickie nagrania goryli śmierci lub chwały bezpośrednio konkurują z tym, co prawdopodobnie jest główną atrakcją całego filmu: Davidem Attenborough.

„Drogi stary przyjaciel”… Historia goryla: opowiedziana przez Davida Attenborough. Zdjęcie: Ben Cherry/Silverback Films/Netflix

Attenborough za kilka tygodni skończy 100 lat, co oznacza, że ​​każde pojawienie się tutaj automatycznie wywołuje elegijny nastrój. Kiedy czyta w swoich pamiętnikach o spotkaniu w Rwandzie – na miłość boską, niech ktoś te pamiętniki opublikuje! – ogarnia Cię podziw dla tego mężczyzny i jego umiejętności wyartykułowania chwili z odpowiednią wagą.

Całość osiąga swój emocjonalny punkt kulminacyjny, gdy opowiada o Pablu, gorylu, który wyrósł na niekonwencjonalnie odnoszącego sukcesy srebrnoskrzydłego, by w wieku 33 lat zostać zabity, chroniąc swoją rodzinę przed rywalizującą grupą. Mimo całego (wprawdzie genialnego) naturalnego materiału uchwyconego w „Historii goryla” najbardziej utkwi w pamięci nieznośnie przejmujący widok prawie stulatka, który powraca myślami do starego przyjaciela i intonuje: „Nigdy go nie zapomnę”.

Najwyraźniej Attenborough nie przepada za nostalgią. To drugi nowy projekt, który wydał w ciągu dwóch tygodni, co wskazuje na preferowanie dynamiki naprzód. Ale dla tych z nas, którzy wraz z nim dorastali – czyli nas wszystkich – wydaje się to jedną z ostatnich szans, aby usiąść u stóp uwielbianego krewnego.

Historia goryla: Opowiedziana przez Davida Attenborougha jest już dostępna na platformie Netflix.