Strona główna Wiadomości Zrobię z ciebie whoppera nie do odrzucenia! Dlaczego uwielbiamy wierzyć, że najlepsze...

Zrobię z ciebie whoppera nie do odrzucenia! Dlaczego uwielbiamy wierzyć, że najlepsze fragmenty kina zostały improwizowane? | Przemysł filmowy

18
0


Ciekawostka: w historii kina nie było ani jednego scenariusza. Powszechnym mitem jest, że do robienia filmów potrzebne są „scenariusze” – tak naprawdę większość scen powstaje na miejscu. Artyści po prostu robią, co im przyjdzie do głowy, i mają nadzieję, że aparat jest ustawiony idealnie, aby to uchwycić; klepią swoich kolegów lub dla kaprysu zaczynają tańczyć breakdance. Czy wiesz, że wielu aktorów w ogóle nie gra? Szok na ich twarzach jest prawdziwy, bo zazwyczaj nie mają pojęcia, co wydarzy się dalej.

Taki jest świat według krótkich filmików na YouTubie, postów X i memów na Instagramie. W Internecie twórcy treści fałszywie twierdzą, że niektóre z najsłynniejszych scen kina zostały improwizowane. Al Pacino pocałował Johna Cazale w „Ojcu chrzestnym II”? Zrobione na miejscu. Frustracja Heatha Ledgera z powodu opóźnionej eksplozji w szpitalu w „Mrocznym rycerzu”? Jego prawdziwa reakcja! A ta walka matki z córką w Syrenach? Winona Ryder „dostarczyła pieczeń tak zabójczą, że Cher musiała zaimprowizować uderzenie”.

„Zabójczy” policzek… Winona Ryder i Cher w „Syrenach”. Fot.: Fot. 12/Alamy

Internet zawsze był domem dla dezinformacji, ale w zeszłym roku tych mitów związanych z filmami nasiliło się. Przynajmniej użytkownicy X to zauważyli. „Hej, czy wiesz, że aktor tak naprawdę nie miał takiego zamiaru, a reżyser tak naprawdę tego nie planował” – zaczyna się jeden z irytujących tweetów-parodii, który został opublikowany w styczniu i zdobył 37 000 polubień. „Film był po prostu prawdziwy, to wszystko wydarzyło się naprawdę”.

Improwizowanymi słowami każdego aktora charakterystycznego w filmie akcji: co się dzieje? Dlaczego ten szczególny smak kłamstwa tak szybko rozprzestrzenia się w Internecie? Czy powinniśmy zacząć planować stroje na pogrzeb umiejętności korzystania z mediów?

Konta kłamliwe na temat improwizowanych scen filmowych mają zwykle ze sobą wiele wspólnego – słowo „historia” często pojawia się w ich uchwytach X, podczas gdy użytkownicy Instagramu preferują stereotypowe podpisy o tym, jak aktorzy „zamienili błąd w ikoniczny moment”. W YouTube „improwizowane” klipy filmowe regularnie przedstawiają na dole nadąsanego męskiego twórcę, który w milczeniu ogląda razem z Tobą. TikTokerzy wykorzystują narrację i niesamowitą muzykę, mówiąc swoim widzom takie rzeczy jak: „Ta scena całkowicie zmyliła obsadę, ale oni zdecydowali się na nią!” i: „To było tak przypadkowe, że postanowili to zatrzymać!”

Wreszcie… Heath Ledger w „Mrocznym rycerzu”. Zdjęcie: Warner Bros/DC Comics/Kobal/Rex/Shutterstock

Niestety, żaden z twórców regularnie tworzących te filmy nie odpowiedział na prośbę o wywiad – może dlatego, że prośba ta sprowadzała się do: „Hej, dlaczego kłamiesz w Internecie?” Mimo że nie możemy usłyszeć z pierwszej ręki ich motywacji, nietrudno je odgadnąć.

Kiedy Elon Musk zmienił nazwę Twittera na X i umożliwił kontom generowanie przychodów, zachęciło to niektórych użytkowników do publikowania „przynęty na zaangażowanie” – szybko tworzonych treści o niskiej jakości, które przyciągają zarobkowe polubienia, odpowiedzi i udostępnienia. Tymczasem jeden z YouTuberów regularnie tworzących filmy o improwizacjach filmowych, Stone Face Memes, stał się w kwietniu 2025 roku najczęściej oglądanym twórcą w USA. Dwa miesiące później koronę skradło podobne konto znane jako Eggdar Memes. Witryna internetowa Measure zajmująca się analizą danych zauważyła, że ​​konta te opierają się na znanych filmach, aby „szybko zachęcić ludzi do oglądania”, dodała, że ​​„minimalny czas produkcji” potrzebny do nakręcenia takich filmów pozwala twórcom na wyprodukowanie dużej ilości treści za gotówkę.

Nawet jeśli komentatorzy są na tyle bystrzy, by wskazać, że układ taneczny był wyraźnie przećwiczony lub w oryginalnej książce pojawiła się pozornie spontaniczna nagość, nadal pomagają twórcom w osiągnięciu zysku. A komentatorzy są często bardziej naiwni, niż mogłoby się wydawać. Pod jednym z filmów na TikToku przedstawiającym mężczyznę oglądającego scenę „Przyjaciół”, w której Ross przypadkowo wypowiada przy ołtarzu niewłaściwe imię, komentator napisał: „Nawet nie planowano, żeby to powiedział. Davis (sic!) Schwimmer przez przypadek wypowiadał niewłaściwe imię”.

„Ja, Ross, biorę ciebie, Rachel”… domniemana wpadka Davida Schwimmera, gdy poślubia Emily (Helen Baxendale) w „Przyjaciołach”. Zdjęcie: Warner Bros/Everett/Shutterstock

Powszechne stało się słyszenie w Internecie narzekań, że „umiejętność korzystania z mediów umarła” – a tego typu komentarze wydają się wbijać kolejne gwoździe do trumny. Proszę, powiedz, jak miał się zakończyć odcinek „Przyjaciół” – finał czwartego sezonu serialu? Czy scenarzyści zdecydowali, że odcinek może po prostu dobiec końca? I dlaczego nikt nie wkroczył, aby powstrzymać „Davisa” od ciągłego powtarzania niewłaściwego imienia?

Ale w komentarzu jest ziarno prawdy. Twórcy Przyjaciół wymyślili nazwę „finał gafy” po tym, jak Schwimmer przypadkowo podał niewłaściwe imię w innej scenie. Choć bardzo chcielibyśmy zrzucić winę na Internet, znawcy kina od dziesięcioleci rozpowszechniają półprawdy na temat spontanicznych scen. „Kiedy kręciliśmy Superbad, Jonah (Hill) upierał się, że jest to bardzo improwizowany film” – powiedział reżyser Judd Apatow w 2010 roku. „W końcu powiedzieliśmy: «Przyjrzyjmy się scenariuszowi i podkreślmy każdą improwizowaną linijkę w filmie». To było tak mało, że to było szalone.”

Ta scena nagrobna… Barry Keoghan w Saltburn. Zdjęcie: TCD/Prod.DB/Alamy

Nie chodzi tylko o filmowców – nie możemy odpuścić dziennikarzom. „Barry Keoghan ujawnia, że ​​scena seksu na grobie w Saltburn była całkowicie zaimprowizowana” – głosi nagłówek NME opublikowany w styczniu 2024 r. W tym kontekście „całkowicie zaimprowizowany” oznacza, że ​​reżyser Emerald Fennell rano przed rozpoczęciem zdjęć rozmawiał z aktorem na temat nowego pomysłu.

W środowisku, w którym takie zniekształcone historie łatwo się rozprzestrzeniają, możliwe jest, że niektórzy twórcy treści online nawet nie kłamią celowo – że nie wiedzą, kiedy rozpowszechniają nieprawdę. Doświadczyłem tego na własnej skórze. W krótkim filmie YouTube opublikowanym w październiku 2025 r. twórca twierdzi, że Jim Carrey zapomniał swoich kwestii podczas kręcenia „Serii niefortunnych zdarzeń” Lemony’ego Snicketa. Zamiast przerwać zdjęcia – twierdzi wideo – Carrey pozostał w swojej roli i krzyknął: „Czekaj! Pozwól, że zrobię to jeszcze raz, jeszcze raz daj mi tę kwestię”, „zamieniając w ten sposób błąd w kultowy moment”.

Wychodzisz poza scenariusz? Jim Carrey z Emily Browning i Liamem Aikenem w „Serii niefortunnych zdarzeń” Lemony’ego Snicketa. Zdjęcie: TCD/Prod.DB/Alamy

Czytając to, poczułem ogromny przypływ frustracji – postać grana przez Carreya w filmie była niedoszłym aktorem filmowym, a jego zaskakujące zachowanie w tej scenie było centralnym elementem jego charakterystyki. Ale kiedy próbowałem obalić to twierdzenie, nie mogłem. Najwcześniejszym źródłem jest ciekawostka IMDb, ale oryginalny scenariusz nie jest dostępny w Internecie, a reżyser Brad Silberling powiedział w komentarzu do filmu na DVD, że „około 80% materiału Jima w filmie” powstało w wyniku wczesnych sesji improwizacyjnych. (Silberling nie odpowiedział na prośbę o wywiad). Potem odkryłem, że w tym roku ta sama scena i podobny podpis została opublikowana na oficjalnym koncie Paramount TikTok. Jakakolwiek jest prawda, jasne jest, że dla wielu nie ma to znaczenia.

Widzowie wyraźnie pragną tych historii – ale dlaczego? W końcu czy film nie robi większego wrażenia, jeśli jest tak dobrze przećwiczony, że wydaje się prawdziwy? Czy nie jest lepiej, gdy zbolały krzyk aktora brzmi autentycznie, ponieważ jest elitarnym profesjonalistą, a nie dlatego, że uderzył się w palec?

Być może wszystko ma swoje źródło w micie improwizacji, który narodził się w połowie XX wieku wokół francuskich twórców filmowych, takich jak Jean-Luc Godard, że choć niektórzy krytycy postrzegali improwizację jako nieostrożną, a nawet obraźliwą dla widza, inni zaczęli ją waloryzować. Marion Froger, profesor historii sztuki i kina na Uniwersytecie McGill w Kanadzie, napisała, że ​​wykrycie improwizacji może pozwolić widzom na „osiągnięcie intymności” z aktorami i reżyserami, umożliwiając nam „karmienie naszego wyimaginowanego przywiązania do nich”. Innymi słowy: bliżej nam do Paula Rudda, gdy dowiadujemy się, że w „This Is 40” naprawdę pierdnął.

Miło jest, jako widz, poczuć się zaangażowanym w produkcję, poznać tajemnicę zza kulis lub móc dostrzec coś, czego inni nie potrafią. Ale – jeśli byś tego chciał, a jestem pewien, że wielu tak robi – mógłbyś to postrzegać jako symptom narastającego antyintelektualizmu, w którym publiczność ceni klaunów łamiących zasady klasowe od skrupulatnych, kujonów rzemieślników. Żaden pomysł nie opowiada całej historii; chociaż jest to prosty problem, nie daje się go wytłumaczyć. Internetowe modele monetyzacji zachęcają do szerzenia nonsensów, to jasne, ale tworzenie mitów i kręcenie filmów zawsze szły w parze.