Strona główna Wiadomości Olivia Rodrigo: Recenzja Drop Dead – maksymalistyczny przypływ zauroczenia, któremu brakuje tylko...

Olivia Rodrigo: Recenzja Drop Dead – maksymalistyczny przypływ zauroczenia, któremu brakuje tylko świątecznej bombki | Oliwia Rodrigo

9
0


Czy jest coś lepszego niż świeże jak atrament popowe teksty, tak utrwalone, że nie można uwierzyć, że 60 lat autorów piosenek nie dotarło do tego pierwsi? Albo co najmniej 20 lat, odkąd zauroczenia w Google stały się całkowicie normalnym elementem współczesnego romansu: „Pewnej nocy nudziłam się w łóżku / I prześladowałam cię w Internecie” – śpiewa Olivia Rodrigo na swoim powracającym singlu, co jest swobodnym wyznaniem z własną wrodzoną melodią, która z kolei ma prześladować mózgi słuchaczy przez całe lato. Jej doskonały dwuwiersz zapowiada ekstatyczny refren o zawrotnym przerażeniu związanym z uzyskaniem dokładnie tego, czego chciałeś, dokładnie tak, jak chciałeś, i ledwo mogąc oddychać lub stłumić wymiotowanie: „Najbardziej żywy, jaki kiedykolwiek byłem / Ale pocałuj mnie, a mogę umrzeć!”

Grafika dla Drop Dead

Ostre, obsesyjne, bezkompromisowe piosenki o romansie, zawsze świadomie radzące sobie z ich intensywnością – lub mrugając okiem na to, jak zakochane dziewczyny są określane jako „szalone” – stały się znakiem rozpoznawczym Rodrigo. (Nazywa swoją łagodną formę prześladowania w Internecie „kobiecą intuicją”). Obecnie ma 23 lata, a w 2021 roku, po latach spędzonych na Disney Channel, dała się poznać jako gwiazda popu, i dokonała jednego z najszybszych, najskuteczniejszych i niezatartych aktów redefinicji każdego muzyka, który wyłonił się z tego rozrywkowego monolitu. (Nawet jej koleżanka z popu i koleżanka z Disneya, Sabrina Carpenter, nagrała pięć albumów, aby odnieść sukces na swoich warunkach). Właściwy debiutancki singiel Rodrigo, Drivers License, był epicką balladą załamującą serce, chociaż głównymi punktami jej debiutanckiego albumu, Sour, były pop-punkowe szaleństwa. W przekonujący sposób przełożyła to na swój drugi album, Guts z 2023 roku, który czerpał inspiracje z płyt riot grrrl jej mamy; zdobyła mentoring w St. Vincent, zaprosiła Breeders do wspierania jej podczas trasy koncertowej i namówiła Roberta Smitha z The Cure do zagrania z nią w duecie, gdy była główną gwiazdą Glastonbury w 2025 roku.

Olivia Rodrigo: Drop Dead – wideo

Drop Dead zawiera swobodny akcent nawiązujący do jej przyjaźni ze Smithem: „Znasz wszystkie słowa Just Like Heaven” – śpiewa marzycielsko – „I wiem, dlaczego je napisał”. (W niedawnym artykule na okładce Vogue’a Smith powiedział, że para paplała o modzie i razem udali się do studia). Jednak firma nie jest zainteresowana dalszym udoskonalaniem jej teraz pewnej siebie rockowej dobrej wiary. Początkowe oczekiwania co do tytułu utworu zakładały, że będzie to punkowy pocałunek utworu z hitami Rodrigo Get Him Back! i Good 4 U – logiczny wniosek po tym, jak jej pierwszy długotrwały związek zdawał się kończyć około nowego roku. To rodzaj bezpiecznego hitu powracającego, którego używa wiele gwiazd muzyki pop, aby wprowadzić fanów w nową erę: nawet Guts był prowadzony przez wampira przypominającego prawie prawo jazdy, zanim pokazał swoją bardziej stwardniałą rękę. Ale Drop Dead to prawdziwy punkt zwrotny: wspaniały przypływ romantycznej intensywności, który próbuje zatrzymać czas, aby delektować się chwilą, a następnie zanurza się w nią z powrotem, niemal z mdłościami z powodu niekontrolowanego pędu. Na teledysku – którego akcja rozgrywa się w Pałacu Wersalskim i który wyreżyserowała Petra Collins – Rodrigo nie może przestać biec, część Marii Antoniny Sofii Coppoli na lamce, część Diany Emmy Corrin jeżdżącej na wrotkach po Pałacu Buckingham w filmie „The Crown”.

W każdym razie Drop Dead brzmi trochę jak Chappell Roan, z którym Rodrigo ma wspólnego producenta w Dan Nigro: uderzenie w struny tak maksymalistyczne, że o jedną bombkę brakuje świątecznego; Rodrigo przez cały refren trzymała się w swoim najwyższym rejestrze wokalnym, ucieleśniając oczekiwanie. (Niektóre melodyjne zakręty wokalne są również niezaprzeczalnie szybkie.) Jest tak dobry, że nie ma to większego znaczenia i ma własne, urzekające, wbudowane poczucie załamania, pędzenia w stronę wraku na dzikich, górskich bębnach i powerpopową solówkę na gitarze, która lśni jak deskorolkarz ślizgający się po szynie – ale potem się rozpada. Istnieje poczucie, że cała ta obsesja powoduje zakończenie o wiele bardziej chaotyczne i zagmatwane niż zwykłe umrzeć, fantazja równie kojąca, jak długo i szczęśliwie.