Po oczekiwaniu trwającym dłużej niż większość okresów w recepcji oddziału ratunkowego, medyczny dramat chwili The Pitt w końcu trafił na brytyjskie ekrany w zeszłym miesiącu dzięki pojawieniu się usługi transmisji strumieniowej HBO Max i prawie wszyscy, których znam, spędzili kolejne tygodnie na odkurzaniu go. Niektórzy tak naprawdę są już na bieżąco z drugim sezonem (finał wyemitowany wczoraj wieczorem w amerykańskiej telewizji), więc bardzo, bardzo starają się nie wygadać głównych wątków fabularnych w biurowej herbaciarni/w transporcie publicznym/w prawdziwej szpitalnej poczekalni – pamiętajcie, że żyjemy w epoce post-spojlerów.
Byłem trochę wolniejszy – głównie dlatego, że tak dużo czasu zajęło mi ustalenie, czy rzeczywiście mam dostęp do HBO Max w ramach mojego zaskakująco tajemniczego pakietu Sky TV – ale teraz pędzę przez to, więc jestem gotowy podzielić się tymi samymi spostrzeżeniami, które wszyscy inni robili tygodnie, a w przypadku USA, cały rok temu. Najważniejsze z nich brzmi: jak to możliwe, że jeden producent telewizyjny nie wpadł wcześniej na pomysł połączenia ER i 24? To było tam, patrzył wam wszystkim w twarz! (Jed Mercurio, którego zapomniany dramat medyczny z 2015 roku „Krytyczny” również zawierał element czasu rzeczywistego, mógłby w tym miejscu podnieść palec w proteście).
Poza formalną innowacją The Pitt (każdy sezon następuje po drugim, 15-godzinnej zmianie w niedofinansowanym szpitalu klinicznym w Pittsburghu), uderzające jest to, jak znajomy wydaje się ten film. Po części wynika to z pocieszającej obecności Noaha Wyle’a, który jako główny bohater serialu – starszy lekarz prowadzący o wielkim sercu i smutnych oczach, dr Michael „Robby” Robinavitch – w zasadzie gra kontynuację swojego bohatera na ostrym dyżurze, Johna Cartera, niezdarnego młodszego lekarza, który stał się inspirującą figurantką serialu. Ale ta znajomość nie zaczyna się i nie kończy na Wyle’u: jest już u podstaw serialu. Dzięki wstrząsającym zmianom tonalnym pomiędzy delikatnym dramatem relacji a intensywnymi, bordowymi scenami operacji, The Pitt bez skrupułów wpisuje się w rodowód współczesnego dramatu medycznego, dziwnej mieszaniny komfortowej telewizji i nieprzyjemności o wysokim napięciu, które widzowie wydają się nieskończenie atrakcyjne.
W Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych wczesne dramaty medyczne były często telenowelami – gatunkiem, w którym przedkłada się formułę i poczucie tego, co znane, nad formalną śmiałość. (Co nie znaczy, że byli konserwatywni – jeden z pierwszych międzyrasowych pocałunków w brytyjskiej telewizji miał miejsce w mydlanym ITV Emergency Ward 10). Jednak w latach 80. dramat medyczny zaczął ewoluować po obu stronach Atlantyku. W Stanach Zjednoczonych pojawiła się nowa generacja szorstkich, wielowarstwowych dramatów o miejscu pracy, w tym serial rozgrywający się w szpitalu St Elsewhere, obecnie pamiętany głównie ze względu na całkowicie porywające zakończenie, ale rewolucyjny pod względem wykorzystania wielowątkowych wątków fabularnych i aktualnej tematyki – był to między innymi przełomowy serial, w którym pojawił się wątek AIDS.
Tymczasem w Wielkiej Brytanii w 1986 roku BBC wypuściło „Casualty” – program, który dzisiaj widzom może wydawać się beznadziejnie tradycyjny, ale w chwili debiutu wcale nim nie był. Stworzony przez twórców Paula Unwina i Jeremy’ego Brocka jako niezachwiany pogląd na to, jak reformy Thatcherite niszczą pierwotną wizję NHS – „W 1948 r. narodziło się marzenie. W 1985 r. to marzenie legło w gruzach” – czytamy w pierwszym zdaniu manifestu, który para napisała dla programu – „Casualty” wywołało falę skarg ze strony ówczesnego rządu konserwatystów. („Czego chcą, żebyśmy zrobili torysi? Spraw, by krew była niebieska, a nie czerwona?” – brzmiała odpowiedź Michaela Grade’a w BBC1.) W pierwszej dekadzie serialu rzadko kiedy pojawiały się na pierwszych stronach gazet: najsłynniejszy był odcinek z 1993 r., w którym gang brutalnych młodych ludzi spalił szpital i musiał zostać przeniesiony poza przełom, a ze względu na brutalne sceny otrzymał rekordowe skargi.
Irytujące podejście do pacjenta… Hugh Laurie jako House. Zdjęcie: Fox-Tv/Kobal/REX/Shutterstock
Mniej więcej w tym samym czasie w USA pojawił się „Ostry dyżur” i wszystko zmienił – przebojowy dramat medyczny, który w pełni zmodernizował gatunek. Jej historie – uzależnienie od opioidów, kryzysy zdrowia psychicznego, rasizm instytucjonalny – były niezwykle odważne jak na swoją epokę. A dzięki zwiększonemu przywiązaniu do medycznej dokładności, autentycznemu stylowi filmowania, rozległym obsadom, nagłym zmianom tonalnym i wielu innym elementom, ustanowił szablon dla wszystkich kolejnych seriali o podobnych poglądach. Oprócz dawno zapomnianych, prostych podróbek, w tym Code Black, Chicago Med i The Resident, widać wpływ ER we wszystkim, od łagodniejszych takich jak Grey’s Anatomy i Good Doctor, po bardziej drażliwe wersje, takie jak House (na zdjęciu powyżej).
I oczywiście The Pitt, serial, który podobno miał być ponownym uruchomieniem oddziału ratunkowego, a obecnie jest przedmiotem pozwu złożonego przez majątek twórcy oddziału ratunkowego, Michaela Crichtona. Dlaczego więc spodobał się widzom, skoro tak wielu innych fanów ER ma dziury w pamięci? Sukces w dużej mierze wynika z zarozumiałości, zgodnie z którą drobne wątki z wczesnych odcinków przeradzają się w coś nieoczekiwanego i ważnego, zmieniając proceduralny format dramatu medycznego w coś satysfakcjonująco wydłużonego. Ale The Pitt ma także tego samego chwytającego za pokrzywy ducha, co przełomowe dramaty medyczne. Nie boi się podejmować żywych tematów – napady agentów ICE na szpitale, ograniczenia dotyczące aborcji po zniesieniu ustawy Roe – i nie chce, podobnie jak Casualty w ramach NHS, tuszować absurdalnego stanu amerykańskiej opieki zdrowotnej, jak pokazuje ponura historia ukazująca konsekwencje racjonowania insuliny przez pacjenta.
Być może więc moja obserwacja z ostatniego roku jest taka: The Pitt to serial, który oddaje dramat medyczny w najlepszym wydaniu, pozostawiając gatunek w bezpiecznych rękach.
Aby przeczytać pełną wersję tego biuletynu, zapisz się, aby otrzymywać Przewodnik w swojej skrzynce odbiorczej w każdy piątek