Obecnie dni Anny Bodakowej są dość napięte. Skacząc pomiędzy spotkaniami z wyborcami na ulicy, debatami politycznymi i nagrywaniem filmów w mediach społecznościowych, 23-latek ma szansę zostać posłem w wyborach powszechnych w Bułgarii.
W zeszłym roku znalazła się wśród wielu młodych Bułgarów, którzy wzięli udział w ogólnokrajowych masowych protestach dotyczących polityki gospodarczej rządu i postrzeganych niepowodzeń w walce z korupcją. Protesty te ostatecznie doprowadziły w grudniu do dymisji premiera Rosena Żelazkowa i jego gabinetu.
Bodakova, niedawna absolwentka socjologii na Uniwersytecie w Sofii, opowiada się za proeuropejską koalicją Kontynuujemy zmiany-Demokratyczna Bułgaria (PP-DB).
„Protest to dopiero połowa sukcesu” – stwierdziła. „Głęboko wierzę w republikę parlamentarną. Mocno wierzę w proces demokratyczny. Chcę przekształcić to, co zostało wyrażone w proteście, w prawa i zasady. „
Anna Bodakova: „Głęboko wierzę w proces demokratyczny”. Zdjęcie: Eden Maclachlan/The Guardian
W niedzielę, cztery miesiące po dymisji rządu, Bułgarzy pójdą do urn po raz ósmy w ciągu pięciu lat. Podobnie jak Bodakowa, wielu Bułgarów urodzonych na przełomie tysiącleci ma nadzieję, że ich kraj poradzi sobie z falą protestów i wreszcie, po latach zawirowań politycznych, zrobi zdecydowany krok w kierunku bardziej demokratycznej, proeuropejskiej i wolnej od korupcji przyszłości.
Wygląda jednak na to, że nadzieje tego pokolenia będą ostro kolidować z ambicjami objęcia stanowiska premiera byłego prezydenta Rumena Radewa – znanego z prorosyjskiej retoryki i sprzeciwu wobec przyjęcia przez Bułgarię euro w zeszłym roku oraz wsparcia wojskowego dla Ukrainy.
W porównaniu przez niektórych do Viktora Orbána, niedawno pokonanego prawicowego populisty na Węgrzech, Radev prowadzi w sondażach, podbudowany poparciem starszych wyborców z obszarów wiejskich, którzy mają nadzieję, że uda mu się rozbić to, co nazywa „oligarchią” skorumpowanych polityków-weteranów.
Aleksandar Tanev twierdzi, że obecny prekursor wyborów należy do tej samej starej gwardii. Zdjęcie: Eden Maclachlan/The Guardian
Dla wyborców takich jak Aleksandar Tanev (22 l.) Radev nie jest wiarygodną opcją. Student prawa uważa, że Radew, który zrezygnował z funkcji prezydenta, aby kandydować w tych wyborach, „należy do tego samego modelu” polityków i „miał możliwość wykorzystania rządów tymczasowych do walki z tą mafią” jako prezydent, ale tego nie zrobił.
Dimitar Keranov, Bułgar, członek europejskiego programu odporności German Marshall Fund w Berlinie, powiedział, że wyborcy są podzieleni zasadniczo pokoleniowo. „Nie sądzę, aby głos (Radev) był prostym głosowaniem na młodych Bułgarów, ponieważ uważam, że reprezentuje on takie samo status quo, jakie młodzi Bułgarzy chcieliby, aby zostało zlikwidowane” – powiedział. „Reprezentuje tę samą starą gwardię lub zwykłą elitę polityczną”.
Zwycięstwo Postępowej Bułgarii (PB) Radewa, lewicowej, ale przyjaznej Moskwie koalicji, może okazać się kolejnym bólem głowy dla Brukseli i jej sojuszników w chwili, gdy UE odetchnie z ulgą po śmierci Orbána. W środę, w obliczu obaw związanych z rosnącymi kosztami życia, Radev wycelował w poprzedni rząd za wprowadzenie euro „bez pytania” wyborców. „A teraz, płacąc rachunki, zawsze pamiętaj, którzy politycy obiecywali ci, że będziesz w «klubie bogatych»” – powiedział.
W lipcu 2023 r. jego pozorna sympatia do Kremla wywołała besztanie Wołodymyra Zełenskiego w pałacu prezydenckim w Sofii. „Powiedziałbyś: «Putin, proszę, zabierz terytorium Bułgarii?»” – zapytał ukraiński prezydent.
Rumen Radew znany jest ze swojej prorosyjskiej retoryki i sprzeciwu wobec przyjęcia przez Bułgarię euro. Zdjęcie: Belish/Rex/Shutterstock
W zeszłym roku Radew stwierdził, że wsparcie UE dla Ukrainy jest „sprawą skazaną na porażkę”, a w zeszłym miesiącu skrytykował porozumienie o bezpieczeństwie podpisane między Ukrainą a Bułgarią. W niedawnym wywiadzie powiedział, że status Bułgarii jako „jedynego państwa członkowskiego Unii Europejskiej, które jest zarówno słowiańskie, jak i prawosławne”, oznacza, że może ona być „bardzo ważnym ogniwem w tym całym mechanizmie… przywracającym stosunki z Rosją”.
Bułgaria, kraj liczący 6,5 miliona mieszkańców, wciśnięty w południowo-wschodnim krańcu Europy, między Grecją a Rumunią, z trudem znajduje wyjście z długotrwałego kryzysu politycznego, podczas którego nie przetrwały kolejne słabe koalicje, a zaufanie do demokratycznych wyborów osłabło.
Zamieszanie polityczne, w połączeniu z zarzutami o powszechną korupcję i przejęcie władzy sądowniczej, przyczyniły się do historycznie niskiego zaufania wyborców do rządów i instytucji oraz zmęczenia wyborami. Frekwencja w ostatnich wyborach w 2024 r. wyniosła zaledwie 39%, co sugeruje, że wielu nie widziało sensu w oddawaniu głosu.
Przygotowania do niedzielnych wyborów były chaotyczne. Strony oskarżają się wzajemnie o chęć kradzieży wyborów, aresztowano kilkaset osób, a w ramach policyjnych operacji przeciwko rzekomemu kupowaniu głosów przejęto co najmniej 1 milion euro.
Tymczasem Centrum Studiów nad Demokracją (CSD) z siedzibą w Sofii stwierdziło, że kraj stał się celem kampanii dezinformacyjnej rozpowszechniającej treści prorosyjskie i antyzachodnie, podkreślając jego podatność na zagrożenia zewnętrzne.
W tym tygodniu plakaty wyborcze i flagi europejskie w Sofii. Zdjęcie: Nikolay Doychinov/AFP/Getty Images
Niektórzy analitycy uważają, że wybory na Węgrzech, w których porażka Orbána po 16 latach sprawowania władzy była przynajmniej częściowo spowodowana dużą liczbą młodych ludzi, którzy głosowali na swojego przeciwnika, okażą się mobilizującą siłą w Bułgarii.
Asen Lazarov, lat 26, współzałożyciel Active Politics, organizacji pozarządowej, której celem jest zwiększanie dostępności polityki, wyraził nadzieję, że frekwencja będzie wyższa niż ostatnim razem.
„Wierzymy, że gdy zwiększy się frekwencja wyborcza, niezależnie od tego, która partia dojdzie do władzy, będzie ona czuła się bardziej odpowiedzialna wobec ludzi, wobec instytucji” – powiedział. „A kiedy osiągniemy wyższą frekwencję wyborczą, siła zmanipulowanych głosów maleje”.
Inni są mniej optymistyczni. Sondaże pokazują, że PB Radewa prowadzi z około 30% głosów, ale prawdopodobnie będzie jej znacznie brakuje do zdecydowanej większości, co oznacza, że prawdopodobnie będzie musiał utworzyć koalicję, która może zakończyć się przedwcześnie, prowadząc do kolejnych wyborów.
Keranow powiedział: „Szczerze mówiąc, bardzo wątpię, czy obecne wybory przyniosą jakąkolwiek realną zmianę”.
Tanev przestrzegł jednak, że wyparcie ugruntowanej elity politycznej jest z konieczności procesem długotrwałym. „To nie jest «pięć protestów, jedne wybory i Bułgaria jest demokratycznym, normalnym krajem»” – stwierdził. „Nie, to bardzo długoterminowa walka. Te wybory to bardzo dobra okazja. Musimy spróbować zmniejszyć wpływ obecnego status quo. „