Strona główna Wiadomości „Chciała zniknąć w ciszy”: magiczne życie i tajemnicza śmierć małżeńskiego duetu muzyków...

„Chciała zniknąć w ciszy”: magiczne życie i tajemnicza śmierć małżeńskiego duetu muzyków Ireny i Vojtěcha Havlovi | Muzyka

25
0


Czeski duet Irena i Vojtěch Havlovi często sprawiał wrażenie nie na czasie. Od połowy lat 80-tych małżeństwo filtrowało minimalistyczną kompozycję, ambient i folk poprzez instrumenty barokowe, doskonaląc swoje rzemiosło w praskich kościołach i klasztorach, aby stworzyć tajemnicze połączenie modernizmu i starej muzyki europejskiej na tle komunistycznym. Po aksamitnej rewolucji w 1989 roku niespieszna muzyka Havelów nie spieszyła się, aby dotrzymać kroku nowemu tempu kapitalizmu w kraju. Zamiast tego podróżowali po Europie koleją i autobusem, opisując siebie jako „pielgrzymów, którzy wędrują i bawią się”, jak powiedział Vojtěch w filmie dokumentalnym z 2009 roku wyreżyserowanym przez Vincenta Moona. Niezależnie od tego, czy grali na instrumentach smyczkowych, czy minimalistycznych etiudach fortepianowych na cztery ręce, para połączyła się w symbiotyczną formę życia.

Para postrzegała siebie jako działających w służbie muzyki, „tej energii między nami a publicznością” – mówiła Irena. „Coś, czym można się dzielić tylko razem, co przechodzi przez nas, kiedy ego trochę śpi”.

„Otworzyli mnie na inny świat muzyki, podobnie jak Steve Reich” – mówi Bryce Dessner z National, który stał się niestrudzonym mistrzem Havelów: w 2013 roku nagranej z Kronos Quartet nazwał kompozycję Little Blue Something nawiązując do wydanej w 1991 roku płyty Little Blue Nothing – płyty, która odmieniła jego życie. „Jako młody muzyk ta muzyka, która zawierała elementy minimalizmu oraz aspekty muzyki średniowiecznej i renesansowej, ale także wschodnie wyczucie formy i wolności, wywarła na mnie duży wpływ” – mówi. „Często myślałem o ich muzyce jako o pokrewieństwie z muzyką Meredith Monk, a nawet Moondoga i Harry’ego Partcha, ale było w niej coś tak indywidualnego i mistycznego, że trudno było to określić ilościowo”.

Archiwalna kolekcja Melodies in the Sand z 2021 r. przyniosła im zasłużone uznanie u schyłku ich kariery, ale para zachowała poczucie tajemnicy. Pod koniec marca 2026 roku odkryto, że Irena zmarła w październiku w wieku 66 lat – niemal dokładnie rok po Vojtěchu, który niespodziewanie zmarł na zawał serca w wieku 62 lat. Kurator corocznych nagród Anděl – czeskiej nagrody Grammy – sprawdza dokumentację agencji ds. zbiorów tantiem OSA, aby dowiedzieć się, którzy muzycy zmarli, aby przygotować dla nich krótkie hołdy. Kiedy zobaczył na liście Irenę, mimo że nie było żadnej wiadomości o jej śmierci, pomyślał, że to pomyłka. Skontaktował się z Animal Music, wytwórnią stojącą za ostatnim albumem Havelsów; zadzwonili do brata Ireny, który potwierdził tę wiadomość. Jej ostatnim życzeniem, jak powiedział, było „zniknięcie w ciszy”, do końca służąc wyłącznie muzyce.

Havelowie poznali się w 1983 roku. Irena była studentką nauk przyrodniczych bardziej zorientowaną na muzykę i chcącą nauczyć się gry na wiolonczeli; Vojtěch właśnie ukończył praskie konserwatorium na wiolonczelę i fortepian. Kilka lat później dołączyli do eksperymentalnego zespołu Capella Antiqua e Moderna, który poprowadził ich przez interpretacje europejskiej muzyki klasycznej do instrumentu, który stał się ich podstawowym instrumentem, czyli violi da gamba, a także nauczył ich, jak splecione brzmienie tenora Vojtěcha i altówki Ireny rezonuje w różnych przestrzeniach. Drugą połowę dekady spędzili w trio z eksperymentalnym muzykiem folkowym Oldřichem Janotą, „ucząc się grać delikatnie, robić rzeczy miękkie i ciche”, jak kiedyś wspominał Vojtěch.

The Havels, którzy po 1990 roku kontynuowali działalność jako duet, należeli do luźnej sceny ezoterycznego undergroundu Czechosłowacji, w skład której wchodzili ich współpracownik Janota, muzyk ambient Jaroslav Kořán i mistrz japońskiego fletu shakuhachi Vlastislav Matoušek. Aksamitna rewolucja wyniosła tę scenę nieco wyżej nad ziemię. Na początku lat 90. muzycy ci spotykali się i występowali w nowo powstałej krajowej sieci herbaciarni Dobrá Čajovna, której oddziały stały się ośrodkami alternatywnego stylu życia i dźwiękowych światów w nowym demokratycznym państwie czeskim, założonym w 1993 roku.

Tender… duet występujący mniej więcej pod koniec lat 80

Duchowość była ograniczona w czasach komunizmu; w latach 80. nawet perfumowana herbata liściasta była towarem równie rzadkim, jak przemycane płyty Briana Eno. Teraz kraj doświadczał napływu praktyk New Age i medytacyjnych. Połączenie ambientowych, minimalistycznych zapętleń i mistycyzmu stworzyło wyraźnie skierowaną do wewnątrz wrażliwość, która była powszechna w ezoterycznym podziemiu, którego częścią byli Havelowie. Irena i Vojtěch już przed rewolucją byli wegetarianami praktykującymi jogę, ale kiedy mogli już swobodnie podróżować, oboje udali się do aśramów w Indiach, gdzie studiowali hinduizm. Przełożyło się to na ich muzykę: misy tybetańskie i indonezyjski gamelan pojawiły się na albumie Mysterious Gamelanland z 1992 roku oraz we współpracy z indyjsko-amerykańskim trębaczem Rajeshem Mehtą w 1997 roku.

Para postrzegała te dźwięki jako nierozerwalnie powiązane z ich twórczymi wpływami. „Bach i wszyscy ci mistrzowie stosują w swoich kompozycjach minimalistyczne pętle” – Vojtěch powiedział magazynowi Rock & Pop w 1995 roku. „Muzyka wczesnego baroku jest nieco podobna do indyjskich rag; są proste, wszystko w jednej tonacji. Podobnie gotyckie chóry kościelne są bliskie Arvo Pärtowi. To są korzenie naszej muzyki”.

Mniej więcej w tym czasie Havelowie przypadkowo wkroczyli w życie Dessnera, po tym, jak jego siostra Jessica usłyszała ich grających na ulicach Kopenhagi na początku lat 90. Para próbowała zebrać pieniądze na swoją pierwszą wizytę w Indiach. Jessica „przywiozła swój album Little Blue Nothing do domu w Cincinnati w stanie Ohio” – mówi Dessner. „Weszli wtedy do naszego domu i już nie wyszli. Ich delikatna i głęboko indywidualna muzyka stała się ścieżką dźwiękową do naszych nastoletnich lat.” W 1996 Dessner, Jessica i ich brat Aaron (również z National) udali się do Pragi w poszukiwaniu Havelów, ale nie mogli ich znaleźć. „Po kilku dniach poszukiwań odwiedziliśmy klub jazzowy, w którym wtedy często występowali” – mówi Dessner. „Powiedziano nam, że często przebywają w Indiach, a jeśli nie, to mieszkają poza miastem i są rzadko osiągalni. Dostaliśmy numer telefonu i zostawiliśmy wiadomość, ale lata mijały bez żadnej wiadomości.”

Dessner nie był jedynym, którego Havelowie oszukali. Jakub Juhás, prowadzący słowacką wytwórnię Mappa, wspomina, jak w latach 20. XX w. oglądał ich występy na „monumentalnych, doskonale nastrojonych organach, a także na małych, nieco zużytych instrumentach. W obu przypadkach wyszedłem z równym zachwytem”. Spencer Doran z portlandzkiego duetu Visible Cloaks zetknął się z albumem Háta H z 1990 roku w legendarnym sklepie muzycznym Sheyeye w Niigata w Japonii wiele lat później: „Kiedy słuchasz, masz wrażenie, że odgradzali swoją twórczość od świata, co pozwoliło jej pogłębić się i przeniknąć w bardzo specyficzną przestrzeń w sposób dość rzadki we współczesnej muzyce” – mówi.

Rzadko osiągalne… Havels na zdjęciu z końca lat 80. i początku 90.

Włączenie Internetu do głównego nurtu nagle otworzyło tę przestrzeń. Kiedy Dessner natrafił na stronę internetową duetu, zaprosił ich do występu przed swoim przyjacielem Sufjanem Stevensem na festiwalu MusicNow, którego był współzałożycielem w rodzinnym Cincinnati w 2007 roku. W tym samym roku Dessner przedstawił Havelów w XIX-wiecznej sali recitalowej miasta jako swoją najdroższą inspirację. „To był niesamowity moment widzieć ich oboje z ich porywającą muzyką na scenie, oświetlonej jedynie światłem świec” – mówi.

Dessner dał filmowcowi Vincentowi Moonowi egzemplarz Little Blue Nothing, a Moon pamięta, że ​​„słuchał go wielokrotnie; nie można było stwierdzić, czy został nagrany wczoraj, czy 50 lat temu”. W 2008 roku nakręcił filmowy portret Havelów, nazwany na cześć tego albumu. „Dzięki Bryce’owi dowiedzieliśmy się o ich adresie pod Pragą i powitali nas w swoim wszechświecie” – Moon opowiada o kilku dniach spędzonych z Vojtěchem i Ireną w ich domu pod lasem. „Żyli na marginesie społeczeństwa i byli wyjątkowymi osobami – bardzo intensywnymi i czystymi, nie jest to słowo, którego używam zbyt często”.

Ponieważ ich reputacja za granicą powoli rosła, Havelowie pozostali stosunkowo nieznani w kraju. Ale para zawsze służyła muzyce, a nie uznaniu – żyli ascetycznie, ograniczając koszty do absolutnego minimum. W 2010 roku wycofali się, występując głównie w czeskich herbaciarniach, plebaniach i wiejskich rekolekcjach jogi dla małej publiczności, tylko sporadycznie na imprezach w Berlinie i Mediolanie. Ledwo wydawali nową muzykę i wzbraniali się przed publikacją swoich utworów w Internecie, obaj byli podejrzliwi wobec technologii.

Duet powrócił z nowymi kompozycjami do filmu Little Crusader z 2017 roku, który przyniósł im prestiżową nagrodę filmową Czeski Lew za najlepszą muzykę. „Zawsze szukałem muzyków, którzy zamiast skupiać się na narracji, mają pewne wyczucie ruchu postaci lub momentów ciszy, i znalazłem ich w Vojtěchu i Irenie” – mówi reżyser filmu Václav Kadrnka. Ścieżkę dźwiękową – wraz z muzyką Havelów do innego ze swoich filmów – wydał w 2022 roku. „Moje filmy są powolne i kontemplacyjne, a to jest coś, co pomogła rozwinąć ich duchowa muzyka”.

Nowy etap… Irena i Vojtěch Havelowie w 2022 roku. Fot. Milan Bureš

To był początek nowego etapu: pojawiły się reedycje płyt, uroczyste audycje w internetowej stacji radiowej NTS i wreszcie możliwość streamingu ich muzyki. W 2024 roku wydali pierwszą od ponad dekady płytę zawierającą autorski materiał, w postaci delikatnych, minimalistycznych cykli organowo-fortepianowych Four Hands. „Młodzi ludzie naprawdę reagują na naszą muzykę. Jakby potrzebowali się otworzyć, często płaczą i to budzi w nich emocje” – Irena powiedziała magazynowi Respekt w 2022 roku. Płyta stała się ich ostatnią.

Czeski piosenkarz i autor tekstów Václav Havelka był jednym z ich ostatnich współpracowników, koncertując z Vojtěchem na Wyspach Owczych w 2024 roku i wydając wspólny album Vanishing Mountain; Partie wiolonczeli Vojtěcha pojawią się także na nadchodzącym albumie Havelki A Snake Crawling Up a Broken Ladder, w aranżacji gitarowej autorstwa Marisy Anderson i Bena Chasny’ego z Six Organs of Admittance. Havelka zaliczał Vojtěcha do swoich najbliższych przyjaciół. „Jego wiolonczela odzwierciedlała jego życie wewnętrzne” – mówi. „Było to napięcie, wynikające z głębokiej koncentracji i uważności na chwilę obecną. Nie było to pocieszające, zbyt odległe od tak zwanej muzyki relaksacyjnej.” We wrześniu 2025 roku zorganizował pamiątkowy koncert z udziałem podobnie myślących muzyków w praskiej herbaciarni, gdzie Havelowie grali niezliczoną ilość razy.

Na tegorocznym memoriale zagra słowacka wokalistka i kompozytorka Adela Mede. Mede odkryła Havelów pod koniec ich życia i często brała udział w tych samych festiwalach. Na koncercie zorganizowanym przez Mappę w 2024 roku zaśpiewała fragmenty węgierskich pieśni ludowych przy akompaniamencie improwizowanej wiolonczeli Vojtěcha i zepsutych organów w małym gotyckim kościółku „na końcu świata” na południu Słowacji. „Świat się zatrzymał, kiedy zagrał Vojtěch” – mówi. „Wyrzeźbił przestrzeń dla śpiewu Ireny, która z taką odwagą pielęgnowała czułość”.

Być może pielgrzymka Havelów dobiegła końca, ale ich niespieszna, uduchowiona, ludzka muzyka nadal będzie odciągać od czasu uważnych słuchaczy. Mede dodaje: „Odtwarzanie muzyki było dla nich jak oddychanie”.