Zaczyna się i kończy okręgiem. W środku stoi, biega lub przemawia Arinzé Kene. Dla jego XVI-wiecznego bohatera, handlarza końmi, Michaela Kohlhaasa, jego okrągłość reprezentuje świat, w którym wszystko jest w porządku. Kiedy jego spokój zostaje zakłócony kradzieżą dwóch jego najcenniejszych ogierów z rąk uprawnionego barona, ten w pojedynkę postanawia stawić czoła systemowi, który podtrzymuje tę niesprawiedliwość, najpierw wnosząc sprawę do sądów, potem do cesarza, a na koniec ze złością wylewając się na ulice.
Oparta na noweli Heinricha von Kleista Michael Kohlhaas (sama oparta na prawdziwym przypadku) to budząca podziw produkcja, znakomicie wyreżyserowana przez Omara Eleriana, która od wieków rozbrzmiewa w badaniu protestu, a także osobistych kosztów mówienia prawdy władzy. To nie może być bardziej ponadczasowe i aktualne.
Zanim chwyci za pałkę, Kohlhaas wyczerpuje wszystkie rozsądne, legalne sposoby zapobiegania kradzieży, uciekając się do przemocy dopiero wtedy, gdy zdemaskowany jest system arystokratycznych przywilejów i korupcji. „Co to za świat?” – pyta z niedowierzaniem, na różne sposoby radzi mu, żeby odpuścił („To tylko dwa konie” – mówi przyjaciel) lub okazał przebaczenie (mówi jego żona). To niezwykła postać – buntownik, bohater ruchu oporu i autodestrukcyjny fanatyk w jednym, piorunująco przedstawiony przez Kene’a. Spektakl stawia wokół protestu trudne pytania: w którym momencie poszukiwanie sprawiedliwości zamienia się w chęć zemsty? Czy brutalny protest powoduje niesprawiedliwości? Kohlhaas nie jest tu uhonorowany na końcu, jak w oryginale. Pytania te pozostają otwarte i mocno się wahają.
Samotny mężczyzna… Arinzé Kene w Kohlhaas. Fot.: Helen Murray
Kompozycje i udźwiękowienie Matthew Herberta (przerażające nuty, tętent kopyt) w połączeniu z oświetleniem Jackie Shemesha (na przemian kąpanie, oświetlanie sceny lub zaczernianie sceny) wnoszą do kręgu namacalny dramat. Scenografia Any Inés Jabares-Pita jest spektakularna w swojej pomysłowej prostocie; krąg to podwyższenie otoczone zrównanym z ziemią popiołami. Jest ogień i błyskawice, jak gdyby zepsucie Bożego porządku w świecie Kohlhaasa znalazło odzwierciedlenie w tym meteorologicznym zakłóceniu.
Oryginalna narracja Von Kleista przyspiesza do galopu, a w rękach mniejszego wykonawcy ten 90-minutowy spektakl może wydawać się antyczny. Kene trzyma tempo doskonale, równoważąc ostre jak brzytwa napięcie i desperację cichą pauzą i refleksją. Scenariusz, zaadaptowany przez Marco Balianiego i Remo Rostagno i przetłumaczony przez Eleriana, jest bardziej elegancki w formie monologu niż w skromnym oryginale Von Kleista, usuwając zbędne szczegóły, być może pozostawiając żonę Kohlhaasa, Lisbet (tutaj Lizzie), w cieniu, ale czyniąc go bardziej intymnym i psychologicznym studium oporu. Wydobywa poetycki głos Kohlhaasa i poczucie Boga, które widzi w naturze i życiu zwierząt.
Jest w tym wszystkim epicki, ekscytujący sens dramatyzmu i występu. Tak, to jest przypowieść, która pokazuje cenę aktywizmu i powstania. Ale to także urzekająca historia opowiedziana w starożytnej tradycji homeryckiej: człowiek w pustym kręgu, tworzący cały świat z powietrza.
Na Brighton Dome Corn Exchange do 5 maja. Festiwal w Brighton potrwa do 25 maja.