Druga część tytułu komediodramatu Channel 4 Camilli Whitehill nawiązuje do zaburzeń nastroju. A dokładniej dwubiegunowość – schorzenie, na które zdiagnozowano u jej bohaterki Maggie. Pierwsza część jest odniesieniem do praktycznie wszystkiego innego. Big Mood porusza ważne tematy i wywołuje śmiech. Są wielkie przygody, wielkie gesty i wielkie epizody. Jest to niewątpliwie ambitny cel, ale czy to wszystko składa się na coś naprawdę znaczącego? Może być trudno to stwierdzić.
Seria pierwsza przedstawia Maggie w środku epizodu maniakalnego: namawiała swoją macierzystą uczelnię, aby pozwoliła jej wygłosić przemówienie w nadziei, że uwiedzie jej starego nauczyciela historii. To szybko ustąpiło miejsca depresji, podczas której wzięła udział w swoich 30. urodzinach bez prysznica i na skraju łez. Powodem tego rollercoastera była decyzja Maggie o zaprzestaniu przyjmowania leków; wierzyła, że utrudnia to jej zdolności twórcze i karierę dramatopisarki. W końcu zgodziła się wrócić na lit, ale doświadczyła przerażających halucynacji i dezorientacji – została otruta błędną receptą wypisaną przez przytłoczonego psychiatrę.
Jako portret choroby afektywnej dwubiegunowej, Big Mood był niezwykle wnikliwy i pełen niuansów; Wewnętrzne piekło Maggie zostało bezbłędnie ukazane przez gwiazdę Bridgerton i Derry Girls, Nicolę Coughlan. Jednak od razu stało się jasne, że interesy serialu są podzielone. Film miał być realistyczny i szczery, ale także zabawny. Zawsze pociesza mnie widok sztuki, która żyje absurdem chorób psychicznych, nie minimalizując go, ale muszę przyznać, że połączenie zwariowanych pomysłów na serial komediowy, samoświadomego dziwactwa i pozbawionego smaku pchlego humoru w Big Mood sprawiło, że zrobiło mi się zimno.
Potem było inne główne zajęcie Big Mooda: więź między Maggie i jej najlepszym kumplem Eddiem (It’s a Sin’s Lydia West). Intensywność dynamiki pary wydawała się odrobinę nierealistyczna, biorąc pod uwagę ich wiek, chociaż rodziła istotne pytania dotyczące natury przyjaźni. Eddie zaczynał czuć się urażony niezrównoważonym charakterem ich systemu wsparcia, a kiedy w końcu sama miała poważne problemy, poczuła, że najlepsza przyjaciółka ją opuściła. Maggie miała uzasadnioną wymówkę: doświadczała napadów utraty przytomności i dokuczały jej wyimaginowane demoniczne dzieci. Ale Eddie o tym nie wiedział i bez pożegnania uciekł ze wschodniego Londynu do Kalifornii.
Teraz Big Mood powrócił – a przynajmniej Maggie. Po wyzdrowieniu z zatrucia litem weszła w „erę stajennej”; użytkowniczka retinolu i Hello Fresh z sześcioetapową poranną rutyną skodyfikowaną w swojej aplikacji do notatek. Jednak wciąż tęskni za Eddiem, który przez ostatni rok pozostawał w odosobnieniu. Ślub wspólnego znajomego stwarza możliwość pojednania, a gdy Maggie czeka na przybycie swojego dawnego przyjaciela, jej uwagę rozpraszają absurdalnie bojowa druhna, suknia druhny inspirowana Florence Nightingale i polowanie na tajemniczego męża panny młodej, który przybył, aby wyłudzić szczęśliwą parę. Ale gdy te drobne żarty dobiegną końca, rozpoczyna się główna intryga: Eddie powraca pod panowanie guru dobrego samopoczucia o imieniu Whitney, który zabrał już wszystkie jej pieniądze, a teraz chce zatrzeć resztki związku Eddiego i Maggie.
Inaczej mówiąc, w Big Mood nie chodzi już o zaburzenia nastroju. Maggie stoi na stosunkowo stabilnym poziomie pomimo niepokojącego spotkania ze swoim tatą, z którym była w separacji, kultowym komikiem z Mancuny i totalnym dupkiem (bardzo przekonujący Robert Lindsay). Zamiast tego otrzymujemy powalającą farsę nałożoną na żmudną analizę rozłamu w pierwszej serii Eddiego i Maggie. Próbując się pogodzić, Maggie skupia się na udowodnieniu, że Whitney jest oszustką, a nawet współpracuje z przyjacielem Eddiego, Willem – niepoprawnym miłym facetem, którego obie kobiety traktują z całkowitą pogardą w naprawdę przygnębiający sposób – aby ją wszechstronnie pogrążyć.
Nie jest to łatwa fabuła. Jako postać Eddie początkowo wydawał się mądry, cyniczny i uczulony na bzdury: jej zakochanie się w Whitney nie daje żadnego śladu. I pomimo empatycznego występu Coughlana, Maggie wciąż jest na tyle destrukcyjna, że uzasadnia początkową decyzję Eddiego o zerwaniu więzi.
Oczywiście humor jest subiektywny, podobnie jak urok: jeśli jesteś narażony na ryzyko, że dasz się wciągnąć w chaotyczny, tysiącletni klimat tego wszystkiego, będą to wydawać się sprzeczkami. I prawdą jest, że szeroko zakrojona komedia czasami ustępuje miejsca znaczącym wglądom dramatycznym. Ale chociaż platoniczny romans Eddiego i Maggie mógł być odurzający w ich młodości, teraz wydaje się po prostu toksyczny. Być może nadszedł czas, aby wszyscy zaangażowani w tę dysfunkcyjną przyjaźń ruszyli dalej.
Big Mood jest teraz na Channel 4.