Strona główna Sport „Poczułem strach, którego nie rozumiałem”: Buffon o ataku paniki, który zagroził jego...

„Poczułem strach, którego nie rozumiałem”: Buffon o ataku paniki, który zagroził jego karierze | Serie A

4
0


Jeśli mam wskazać najważniejszy moment tego kryzysu, to był to tuż przed meczem Juventus-Reggina w lutym 2004 roku. To był wieczorny mecz. Do lidera tabeli traciliśmy sześć punktów. Do końca sezonu pozostało 13 meczów, więc wszystko mogło się jeszcze wydarzyć, ale w powietrzu panowała negatywna atmosfera, jakby sezon już się skończył. Właśnie rozegraliśmy dwa szalone i bardzo różne mecze. W naszym poprzednim meczu ligowym straciliśmy cztery gole na rzecz Romy Tottiego i Cassano, a w środku tygodnia wygraliśmy po rzutach karnych półfinał Coppa Italia z Interem na San Siro. Chociaż wciąż walczyliśmy o Ligę Mistrzów, a może nawet trochę o ligę, wewnątrz mnie byłem pewien, że w tamtym sezonie wszystko było stracone.

Był klasyczny zimowy wieczór w Turynie, mokry i zimny, a stadion był w połowie pusty. Głośniki puściły piosenkę, którą słyszałem jedynie jako irytujące brzęczenie. Podczas rozgrzewki modliłem się i wykonywałem swoje zwykłe przedmeczowe czynności, ale czułem, że coś jest nie tak z moimi mięśniami. Po dwóch minutach założyłem rękawiczki, stanąłem na bramce i zdałem sobie sprawę, że z trudem oddycham. Stałem tam, wpatrując się w boisko i poczułem lekkie zawroty głowy. Tym, co mnie jednak przestraszyło, było uczucie ucisku w przeponie, pomiędzy klatką piersiową a żołądkiem, jakbym została uderzona.

(Ivano) Bordon, trener bramkarzy, spojrzał na mnie i zdał sobie sprawę, że coś jest nie tak, a ja starałem się na niego nie patrzeć, bo nie chciałem go przestraszyć, ale szedłem dalej. Jednak naprawdę ciężko mi było oddychać i poczułem strach, którego nie rozumiałem. Kiedy masz atak paniki, nie wiesz, że masz atak paniki. Kiedy masz atak paniki, myślisz, że umrzesz. Nie mogłem sobie poradzić z tą sytuacją ani skupić się na swoich rutynach, ponieważ nie wiedziałem, co się ze mną dzieje, więc poszedłem do Bordona i powiedziałem mu, żeby poprowadził Antonio Chimentiego, rezerwowego bramkarza, na rozgrzewkę, ponieważ nie czułem się dobrze.

Kiedy mówiłem, zdałem sobie sprawę, że moje słowa były zniekształcone i pozbawione znaczenia. Bordon to spokojny człowiek, spojrzał na mnie i powiedział: „Nie martw się, Gigi, nie musisz grać”. Rozumiał, że mam atak paniki, nie nazwał tego tak, ale powiedział mi: „Teraz zostań tam i chodź sam przez dwie, trzy minuty, a w międzyczasie powiem Antonio, żeby się przygotował. Za 10 minut możesz mi powiedzieć, czy chcesz grać, czy nie, nie masz takiego obowiązku.”

„Nie masz takiego obowiązku”. To właśnie to zdanie uwolniło mój żołądek od ucisku obowiązku. Wypuściło tyle powietrza, że ​​mogłem łatwiej oddychać. Fakt, że powiedział mi „nie musisz grać”, dał mi już możliwość wyboru i szansę poradzenia sobie z tym, co jest ze mną nie tak. Uwolniłem się od niepokoju bycia w centrum kontrowersji: „Dlaczego Buffon nie zagrał?” – i próbowałem się uspokoić.

Po słowach Bordona szedłem przez kilka minut pośród otaczającego mnie hałasu stadionu. To było jak jeden z tych spacerów, kiedy pali cię gorączka, która gotuje twój mózg. Próbowałam uporządkować myśli. „Nie musisz grać, możesz wrócić do domu, kiedy chcesz” – zapewniałam samą siebie, ale wiedziałam też, że nie mogę, że jeśli teraz wyjdę, to nigdy nie wrócę. Kierowałem się więc prostą myślą: mecz trwa 90 minut, pozostajesz na boisku przez 90 minut; wtedy, kiedy będziesz w domu, nadal będziesz się źle czuć, umrzesz i pierdolisz wszystko.

Poukładałem sobie w głowie: „No dalej, Gigi” – powiedziałem do siebie i dodałem sobie sił: „Kiedy mecz się skończy, możesz przestać grać w piłkę. Po prostu wytrzymaj te półtorej godziny, a potem pożegnaj się ze wszystkim”. I kiedy mamrotałem do siebie, widziałem, jak Chimenti się rozgrzewał.

Gianluigi Buffon podczas porażki Juventusu z Romą 4:0 w lutym 2004. Zdjęcie: New Press/Getty Images

Pierwszą rzeczą, o której pomyślałem, było to, że jeśli nie zagram w tym meczu przeciwko Regginie, nigdy więcej nie zagram i stanę się czymś w rodzaju ducha. Byłem młody i nie było jasne, jakie dokładnie było to poczucie niepokoju. Zinterpretowałem to jako brak odwagi. Było to poczucie strachu, na które nie mógł sobie pozwolić Buffon, którego zbudowałem w głowie. Jeśli chodzi o moją samoocenę, to, jak chcę żyć, jak żyłem, nie byłem słaby. Więc zrobiłem sobie kawał. Wtedy wszystko by się skończyło.

Zrobiłem półtorej minuty rozgrzewki i poszedłem się przebrać, a kiedy wróciłem na boisko, poczułem, że oddycham trochę łatwiej, a to uczucie nieoczekiwanego dobrego samopoczucia spowodowało przypływ adrenaliny. Adrenalina powstrzymuje panikę, powodując duszność. Efekt nie utrzymuje się długo, ale tego właśnie potrzeba do gry. Do tego stopnia, że ​​weszliśmy na boisko i po 10 minutach obroniłem po trudnym rzucie wolnym, a pod koniec pierwszej połowy wykonałem jedną z moich najlepszych obron w mistrzostwach, wykonaną przez Ciccio Cozzę, gdy wciąż prowadziliśmy 0:0. Rozgrywający z Reggio był ze mną sam na sam i na krawędzi sześciojardowego pola karnego próbował trzech trików. Wstałam i jedną ręką zablokowałam jego lob. Wygraliśmy 1:0, a interwencja Cozzy dała mi ważny impuls do dokończenia meczu.

Następnego dnia zdałam sobie sprawę, że będę musiała nauczyć się żyć z tym dyskomfortem. Nie mogłem zawsze być na krawędzi katastrofy, szukając dodatkowych zastrzyków adrenaliny, aby się pobawić. Rozeszła się wiadomość, że przydarzyło mi się coś dziwnego, ale nie było jasne, co dokładnie. Niektórzy z moich kolegów z drużyny pytali mnie o to i nawet samo udzielenie odpowiedzi na te pytania było trudne, ponieważ nie wiedziałem, co powiedzieć.

Panika. To słowo nie było częścią mojego słownika. Od kilku miesięcy źle sypiam, budzę się zaraz po zaśnięciu, a po głowie kłębią mi się negatywne myśli: zawiodę rodziców, fanów, rzucę karierę. „Ktoś, kto miał szczęście żyć takim życiem”. Ale to nie było szczęście, zapracowałem sobie na ten sukces. „Ktoś, kto zarabia dużo pieniędzy i odnosi sukcesy tylko dlatego, że kopiesz piłkę”. Ale kopnięcia nie są dla mnie ważne, jestem bramkarzem, nurkuję, łapię kontuzję, robię sobie krzywdę, jestem pokryty skaleczeniami, siniakami, guzami i obrzękami.

Niektóre z tych myśli kazały mi starać się nie myśleć za dużo. Inni radzili mi, abym spróbował ukryć tę negatywność. Ale nawet gdybym próbował – metaforycznie – przenieść te myśli na papierową łódkę i pozwolić im płynąć w dół rzeki, wracałyby w sposób jeszcze bardziej natarczywy i insynuujący. Bałam się wyjść, porozmawiać z ludźmi, którzy mnie kochali. Obudziłem się oszołomiony zmęczeniem, które odbiło się na całym moim ciele, brakowało mi energii w nogach i zacząłem tracić pewność swoich ruchów.

Autobiografia Gianluigiego Buffona uratowana. Foto: Pingwin

Rozmawiałem o tym z moimi najbliższymi przyjaciółmi, a następnie z lekarzem Juve, dr Riccardo Agricolą. Na jego pytania odpowiadałem: „Przeciągnąłem się”, „Nie mogę wstać”, „Teraz naprawdę jestem w gównie”. Starałam się nie traktować siebie zbyt poważnie, śmiać się trochę z siebie i swojego dyskomfortu. Ale to nie był zdrowy rodzaj autoironii, po prostu ukrywałam przed sobą to uczucie ciemności.

Któregoś dnia Riccardo powiedział coś, co mnie uderzyło, podczas jednego z moich długich monologów na temat tej choroby, której nie potrafiłem nazwać, słabości, którą poczułem, będąc wyczerpanym: „Gigi, to może być depresja”.

Książka „Ocaleni przez Gianluigiego Buffona” jest już dostępna w księgarni Guardiana.

W Wielkiej Brytanii i Irlandii z Samarytanami można się skontaktować pod bezpłatnym numerem telefonu 116 123 lub pocztą elektroniczną jo@samaritans.org lub jo@samaritans.ie. W USA możesz zadzwonić lub wysłać SMS-a na infolinię National Suicide Prevention Lifeline pod numer 988, porozmawiać na 988lifeline.org lub wysłać SMS-a do HOME pod numer 741741, aby połączyć się z doradcą kryzysowym. W Australii linia pomocy kryzysowej Lifeline to 13 11 14. Inne międzynarodowe linie pomocy można znaleźć na stronie befrienders.org