Strona główna Wiadomości Doświadczenie: Wygrałem najgłębszy na świecie maraton podziemny | Bieg maratoński

Doświadczenie: Wygrałem najgłębszy na świecie maraton podziemny | Bieg maratoński

14
0


Bieganie zawsze było moją pasją. Zacząłem jako dziecko w Yorkshire Dales, na uniwersytecie przeniosłem się do biegów przełajowych, a następnie ukończyłem maraton. Podobało mi się to wyzwanie. Po tym, jak w 2012 roku pobraliśmy się z żoną Stephanie i urodziły mi się dwie córki, Grace i Rose, nadal biegałem dla przyjemności, ale zawody sportowe zeszły na dalszy plan, gdy skupiłem się na rodzinie i karierze.

Pewnego dnia usłyszałem o maratonie, do którego zaproszono moją firmę. Minęło ponad 10 lat od mojego ostatniego dużego wyścigu, ale przedstawiłem swoje nazwisko. „Jestem zaskoczony” – powiedział kolega. – Zdajesz sobie sprawę, że to miejsce jest całkowicie podziemne? Okazało się, że wyścig odbył się w szwedzkiej kopalni cynku, 1120 metrów poniżej poziomu morza. To sprawiło, że był to najgłębszy maraton na świecie, a każdy, kto go ukończył, został rekordzistą Guinnessa.

Zamiast mnie zniechęcić, to jeszcze bardziej zmotywowało mnie do działania. Stephanie wspierała mnie, choć była oszołomiona, kiedy wyjaśniłem, że moim zdaniem nie będą to malownicze lasy, ale szare skalne ściany.

Ostatecznie do wyzwania w kopalni Garpenberg w październiku 2025 r. zgłosiło się 55 osób z 18 krajów. Część z nich była doświadczonymi biegaczami; inni debiutujący w maratonach. Wielu, podobnie jak ja, nigdy wcześniej nie było w kopalni. Zakładałem, że będzie zimno, ale energia geotermalna i ciepło wydobywające się z maszyn górniczych ogrzały otoczenie do około 24°C.

Tunele były pompowane świeżym powietrzem z powierzchni w celu zwiększenia poziomu tlenu i w większości były nieoświetlone – stąd czołówki, które dostaliśmy z hełmami ochronnymi. Musieliśmy także biec w ciszy, gdyż przepisy BHP nie pozwalają na używanie słuchawek.

Aby się przygotować, biegałem z czołówką i kaskiem w letni upał, co spotkało się z śmiesznymi spojrzeniami. Kiedy nadeszła jesień, trenowałem w nocy, aby ćwiczyć bieganie w ciemności.

W dniu maratonu byłem zdenerwowany, ale podekscytowany. Nie mam klaustrofobii, ale świadomość, że jesteśmy tak głęboko pod ziemią, wytrącała mnie z równowagi. Starałem się nie myśleć o 1300 metrach litej skały nad moją głową.

Kopalnia działała i przez ściany słyszałem szum maszyn. Gdy eskortowano nas do punktu początkowego, zafascynowany byłem widokiem automatów i jasno oświetlonych biur. To był cały podziemny świat.

Tunel miał pięć metrów szerokości i ciągnął się na długości ponad mili. Aby nadrobić dystans pełnego maratonu, biegaliśmy do końca i z powrotem 11 razy.

James Mason przekracza linię mety …… i trzyma swój medal. Wszystkie zdjęcia: BecomingX.com

Ostrzegano nas o upale, ale nie spodziewałem się dusznej wilgotności wynoszącej 72% ani tego, jak ciemny będzie tunel. Zaledwie kilka stóp od światła reflektora panowała całkowita ciemność. Ale adrenalina podskoczyła, więc zacząłem biec.

Zwykle strzelam do Eminema, żeby odwrócić swoją uwagę, więc dziwnie było szurać dalej w całkowitej ciszy. Jednak największym wyzwaniem była monotonia tych niekończących się szarych ścian. Jedyna ulga przychodziła za każdym razem, gdy wracaliśmy do punktu początkowego, gdzie ludzie nam kibicowali.

Na początku panowała dość imprezowa atmosfera; biegaliśmy w grupach i rozmawiałem z innymi. Ale kiedy zaczęliśmy się rozciągać, skoncentrowałem się na stawianiu jednej stopy przed drugą, przypominając sobie, że było to jedyne w życiu doświadczenie.

Mason ze swoim kolegą Michaelem

Dotrzymywałem kroku mojemu koledze Michaelowi, tuż za liderem, mężczyzną o imieniu Mika. Pierwsze 20 mil nie było takie złe, ale ostatnie sześć było testem. Godziny biegania zrujnowały podłogę. Poczułem, że moja twarz pokrywa się kurzem.

Pod koniec zdałem sobie sprawę, że Mika i Michael zwalniają, a ja wciąż mam trochę paliwa w zbiorniku. Za ich namową ruszyłem do przodu. Nie byłem nawet pewien, czy dobrze policzyłem okrążenia, ale wiwatująca publiczność potwierdziła, że ​​nie tylko ukończyłem maraton, ale byłem pierwszy z czasem trzech godzin i 17 minut.

Byłem zdumiony: nigdy nie spodziewałem się, że wygram. Jednak najlepszym uczuciem było koleżeństwo tego dnia. Wszyscy zebraliśmy się na miejscu, aby pogratulować ostatniemu biegaczowi, gdy przekroczył linię mety, a następnie udaliśmy się na posiłek i piwo oraz wznieśliśmy toast za nasz rekordowy bieg. Wszyscy odeszliśmy jako posiadacze rekordów Guinnessa. Ile osób może to powiedzieć?

Jak powiedziano Jacqui Paterson

Czy masz doświadczenie, którym możesz się podzielić? Wyślij e-mail na adres doświadczenie@theguardian.com