Strona główna Życie i styl Moment, który mnie zmienił: po raz pierwszy płakałam z powodu rozszczepionej wargi...

Moment, który mnie zmienił: po raz pierwszy płakałam z powodu rozszczepionej wargi po sześćdziesiątce | Inwalidztwo

3
0


Podczas imprezy zbierającej fundusze rozejrzałem się po zatłoczonej sali i zobaczyłem kobietę z rozszczepem – szczeliną w wardze (a czasem podniebieniu), w której twarz dziecka nie zrasta się prawidłowo w czasie ciąży. Stała sama, więc skinąłem na nią, aby dołączyła do małej grupy, w której byłem. Uprzejmie odmówiła i zanim w pełni zdałem sobie sprawę, co robię, przeszedłem przez pokój, żeby z nią porozmawiać.

Ja też urodziłam się z rozszczepem. Przez te wszystkie lata w różnym stopniu rozmawiałem na ten temat z lekarzami, rodzicami, żoną i innymi przyjaciółmi, ale gdy podszedłem do niej, wiedziałem, że to będzie pierwszy raz od ponad 60 lat, kiedy będę rozmawiać o życiu z rozszczepem z kimś, kto również go ma. Bałem się, że mogę ją urazić, ale powiedziałem coś w stylu: „Czy nie jest przerażające wejście do zatłoczonego pokoju? Bo mam wrażenie, że wszyscy na nas patrzą”.

Hugh (po prawej) i jego brat Martin, około 1970 r. Zdjęcie: dzięki uprzejmości Hugh Daviesa

Następnie Rose i ja od razu przystąpiliśmy do jednej z najbardziej emocjonalnych, radosnych, ekscytujących i nerwowych rozmów, jakie kiedykolwiek odbyłem. Rozmawialiśmy o niepewności wynikającej z życia z odmienną twarzą, znęcaniu się i traumach oraz o tym, jak się ukształtowaliśmy, aby móc prowadzić normalne życie – psychicznie, ale także fizycznie, łącznie z chirurgią. Rose mówiła tak otwarcie, że pozwoliło mi to uświadomić sobie i podzielić się sprawami, o których z nikim nie rozmawiałam. Żadne z nas nie prowadziło wcześniej tak głębokiej rozmowy na temat naszych rozszczepów. W końcu poczułam, że mogę nawiązać kontakt z kimś w sprawie, którą przez całe życie próbowałam ignorować.

Rozmowa była tak intensywna, że ​​uniknęliśmy zaproszenia na kolację – obsługa musiała po nas przyjechać. Potem zdaliśmy sobie sprawę, że siedzieliśmy razem i rozmawialiśmy dalej. Następnego dnia po raz pierwszy płakałam z powodu rozszczepu, uwalniając się od wielu smutków i emocji, nad którymi nigdy nie miałam czasu do refleksji.

Kiedy miałem pięć lat, przeszedłem operację zamknięcia rozszczepionej wargi. W wieku 19 lat przeszłam jeszcze dwie operacje, tym razem wypełnienia górnej wargi, co wiązało się z zaszyciem ust przez prawie dwa miesiące – musiałam jeść zmiksowane jedzenie przez słomkę. Potem poszłam na uniwersytet z dość dużą ilością zauważalnych blizn. Chirurdzy wykonali dobrą robotę przez te lata i chociaż moje zęby pozostały w nieładzie, pomyślałem: mam dość rozszczepu. Więc po prostu próbowałem to zignorować. Ilekroć w ciągu następnych kilku dekad spotykałem osoby z rozszczepem, czy to w pracy, czy w kontaktach towarzyskich, nigdy o tym nie wspominałem. Udało mi się dożyć sześćdziesiątki, tak naprawdę nie rozmawiając o wpływie, jaki to ma na mnie ani na kogokolwiek innego. Poczułem się, jakbym straszył siebie i całą społeczność rozszczepu.

Hugh i jego żona Katrina w Uzbekistanie w 2025 r. Zdjęcie: dzięki uprzejmości Hugh Daviesa

Kiedy w październiku ubiegłego roku uczestniczyłam w tej kolacji, byłam już szczęśliwą mężatką, mam trójkę dorosłych dzieci i karierę w public relations. Ale niedawno zacząłem też spotykać się z terapeutą, chcąc rozwikłać kilka uczuć i przekonań, które moim zdaniem mnie powstrzymywały. W trakcie naszych sesji zdałam sobie sprawę, że urodzenie się z rozszczepem mogło sprawić, że trochę się uspokoiłam – w szkole nie stawiałabym się na pierwszym miejscu, a w pracy byłam dyrektorem firmy, ale nigdy dyrektorem generalnym. Są możliwości, które przegapiłem, na przykład odrzucenie oferty występu w telewizji lub rezygnacja z uprawiania sportów zespołowych, mimo że je kocham.

Zawsze pragnąłem aprobaty i bałem się, że będę zastraszany (co mi się zdarzało). Nigdy nie czułem się w pełni komfortowo wchodząc do zatłoczonego pokoju. Wydaję się towarzyska i towarzyska, ale pod spodem czuję, że muszę ciężej pracować, bo boję się odrzucenia.

Kiedy uświadomiłam sobie, że jestem gotowa bardziej zaangażować się w leczenie rozszczepu, zostałam stałym dawcą Smile Train, organizacji non-profit zajmującej się opieką nad rozszczepami. Później dołączyłem do ich rady doradczej i to właśnie podczas kolacji zbierającej fundusze Smile Train poznałem Rose. Spodziewałem się, że na wydarzeniu będzie pełno innych osób z rozszczepami, ale myślę, że tylko ona. To był pierwszy raz, kiedy spotkałam kogoś, kto naprawdę rozumiał, jak to jest żyć z różnicą w wyglądzie twarzy – i z ulgą odkryłam, że nie jestem sama w swojej długotrwałej niepewności.

Po tym wieczorze utrzymywaliśmy kontakt. Od tego czasu mogę swobodniej rozmawiać z innymi, w tym z żoną i przyjaciółmi. Wiele osób twierdziło, że nie „widzi” mojego rozszczepu lub że mnie to nie definiuje. To wspaniała myśl, ale nie uwzględnia również moich uczuć na ten temat i sposobu, w jaki je maskuję, tylko po to, by funkcjonować. Rose odegrała ogromną rolę w tym, że mogłam zbudować most do przeszłości i znaleźć drogę naprzód. Jak powiedziano Emine Saner

Czy masz opinię na temat kwestii poruszonych w tym artykule? Jeśli chcesz przesłać odpowiedź zawierającą maksymalnie 300 słów pocztą elektroniczną, aby uwzględnić ją w publikacji w naszej sekcji listów, kliknij tutaj.