Strona główna Kultura „Dzwonek do drzwi zadzwonił o 5 rano. Na zewnątrz było sześciu zamaskowanych...

„Dzwonek do drzwi zadzwonił o 5 rano. Na zewnątrz było sześciu zamaskowanych mężczyzn”: Białoruski Wolny Teatr wprowadza totalitarny terror na Biennale w Wenecji | Sztuka i projektowanie

3
0


W studiu przy ulicy mieszkalnej w zachodniej Warszawie grupa byłych więźniów politycznych przycina złote łodygi pszenicy na długość 90 cm i układa je w stosy, gotowe do wysyłki na Biennale w Wenecji. Gigantyczna kula złożona z książek zakazanych w sąsiedniej Białorusi – Harry Potter, laureatka Nagrody Nobla Swietłana Aleksijewicz, ilustrowana historia załamania – spoczywa na pazurach buldożera. Słychać śmiech, muzykę organową i szlifierkę kątową, gdy kamery monitoringu są przymocowane do wysokiego żelaznego krucyfiksu.

To jest oficjalne. Nieoficjalny. Białoruś., pierwszy duży projekt artystyczny Białoruskiego Wolnego Teatru (BFT). Co niezwykłe, to dzieło trupy na wygnaniu nie zawiera elementów performatywnych, lecz zostało stworzone przez malarzy, rzeźbiarzy, kompozytorów, a nawet człowieka, który niedawno został wybrany najlepszym szefem kuchni na świecie. W swojej nagrodzonej dwiema gwiazdkami Michelin restauracji w Kopenhadze Rasmus Munk przyrządza danie, które będzie smakować więzieniem w czasach autorytarnego reżimu, będącym tematem całej instalacji. Zamówiono także zapach: będzie pachniał świeżo wykopanym grobem na białoruskiej wsi pod koniec sierpnia, złożonym z gnijących kwiatów.

Jeśli to wszystko brzmi szalenie ambitnie, współzałożyciele BFT będą pierwsi, którzy się z tym zgodzą. Natalia Kaliada i jej mąż Nicolai Khalezin, mieszkający od 2011 roku w Londynie, wyprodukowali jedne z najtrudniejszych teatrów politycznych ostatnich lat, od „Being Harold Pinter” z 2007 roku po nominowaną do Oliviera operę „Dziki Gon Króla Stacha” – ale nigdy nie marzyli o zorganizowaniu wystawy. Właściwie to nie do końca prawda, mówi Khalezin. Były kurator chciał reprezentować Białoruś w Wenecji kilkadziesiąt lat temu, ale „rząd powiedział mi: «Oto artyści, których możesz wybrać»”. Od 1994 r. jego ojczyzną rządzi dyktator i sojusznik Putina Aleksander Łukaszenka, który skradł ostatnie dwa wybory i uwięził tysiące przeciwników.

„Wszyscy możemy utożsamić się z ideą inwigilacji”… Natalia i Daniella Kaliada. Fot.: Anna Liminowicz/The Guardian

Zamiast tego pomysłodawcą tego projektu była ich córka Daniella Kaliada. Dziś chodzi po żelaznym krucyfiksie w czapce baseballowej i mokasynach, dokonując poprawek. Kamery monitorujące zostały zakupione nowe, ale są szlifowane, aby wyglądały na wyblakłe. Malarz Siergiej Griniewicz pokazuje jej nowy dodatek – plamę zielono-białej farby, która ma wyglądać jak kupa mewy. Daniella uważa, że ​​to za dużo i wyciera to. Mając 26 lat, przyzwyczaja się do kłótni z artystami starszymi i bardziej upartymi od niej.

Obejmuje to jej matkę. Dzień zaczynam w jednej z ulubionych białoruskich kawiarni Kaliadów w Warszawie, gdzie z sufitu zwisa żółta mimoza, a w pomieszczeniu panuje gwar od wygnańców. Natalia chce, żebym spróbowała syrników, czyli słodkich naleśników z twarogiem, ale Daniella robi minę: „Absolutnie nimi gardzę”. Ona ma takie samo zdanie o teatrze. „Zawsze istnieje niebezpieczeństwo” – wyjaśnia – „że transmitowana jest narracja. Dzięki sztukom wizualnym jednostka konstruuje własną narrację”.

Matka i córka są uderzająco podobne – stanowcze, ciepłe, laserowo inteligentne – i nie zgadzają się we wszystkim: jak najlepiej zmotywować zespół, jaka jest odpowiednia ilość rdzy na metalu, gdzie stanąć do zdjęć Guardiana. „Ale co do jakości się zgadzamy” – uśmiecha się Natalia. „Sposób, w jaki walczymy za kulisami, ile nocy przepłakaliśmy? Nikogo to nie obchodzi”.

Daniella została po raz pierwszy przesłuchana przez białoruskie KGB, gdy miała osiem lat i doskonale pamięta dzień, w którym jej matka została aresztowana podczas protestu w 2010 roku. „Mikołaj był w domu i zadzwonił dzwonek o 5 rano. Spojrzałem przez wizjer i zobaczyłem sześciu mężczyzn w maskach. Siedzieliśmy w domu przez sześć godzin, dzwonek do drzwi ciągle działał, nasz pies szczekał i dzwonił telefon. Kiedy ucichł, cisza była ogłuszająca.”

Natalia została zatrzymana na 20 godzin i groziła jej gwałtem. „Odrętwiasz” – mówi – „ponieważ najgorszy jest brak kontroli”. Przyjaciele byli więzieni miesiącami i latami; mąż matki chrzestnej Danielli został porwany i zabity. „W więzieniu nie rozumiesz, co się stanie. I w tym momencie twój mózg zamarza.”

podwójny cudzysłówPawilon Rosji na biennale pokazuje upadek prawa międzynarodowego

Urzędnik. Nieoficjalny. Białoruś. spróbuje uchwycić oba doświadczenia: odrętwienie zatrzymanych i strach przed pozostawionymi. Chcą także szerzej przedstawić kwestię cyfrowych ograniczeń wolności osobistych. „Białoruś to wyjątkowa kombinacja autorytarna” – mówi Daniella, „ale wszyscy możemy utożsamić się z ideą inwigilacji”. Jej mama dodaje: „Na Białorusi mogłabym pojechać ze znajomymi porozmawiać do lasu i zostawić telefon. Teraz nie ma znaczenia, czy zostawisz telefon – będą drony. Nie ma miejsca, gdzie człowiek mógłby być bezpieczny.”

Jak sugeruje tytuł, ich wenecka instalacja nie jest oficjalnym pawilonem, ale „wydarzeniem pobocznym” w Chiesa di San Giovanni Evangelista, ponieważ pawilony muszą zostać zamówione przez ministerstwo kultury. W tym roku, po raz pierwszy od czasu inwazji na Ukrainę na pełną skalę, Rosja ma oficjalny pawilon. „To porażka prawa i instytucji międzynarodowych” – mówi Natalia. „To nierozerwalnie związane z porażką świata na Ukrainie. Kto jest legitymizowany? Kiedy państwo mówi: «Pawilon nadchodzi», oznacza to, że nadchodzą maszyny, nadchodzą pieniądze.”

Kuratorem pawilonu rosyjskiego jest Anastasia Karneeva, która wraz z córką ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa prowadzi firmę doradztwa artystycznego. Jej ojciec jest dyrektorem w Rostecu, największym rosyjskim wykonawcy z branży obronnej. „Jest połączona ze stanem na najwyższym poziomie” – mówi Daniella. Kaliadowie mają nadzieję, że pawilon stanie się obiektem protestów – Pussy Riot obiecuje przejęcie – i doprowadzi do przeglądu konstytucji biennale. „Pozwolenie na udział dowolnego kraju, niezależnie od polityki, jest przestarzałe” – mówi Daniella. „Jeśli igrzyska olimpijskie mogą się zmienić, dlaczego nie biennale?”

„Zło żyje bardzo blisko”… kompozytorka Olga Podgaiskaya i jej mąż z Natalią Kaliadą. Fot.: Anna Liminowicz/The Guardian

Jedziemy do kościoła św. Aleksandra, popularnego wśród Białorusinów kościoła katolickiego, który stoi na wyspie w ruchu ulicznym. Kompozytorka Olga Podgaiskaya porównuje to do arki Noego: „Latem” – mówi – „ludzie siedzą na podłodze i wydaje się, że jesteśmy kręgiem ludzi, którzy coś przeżyli”. Z górnej galerii gra utwór organowy, który skomponowała dla Wenecji: 20-minutową sekwencję alarmów, crescendo i ciszy.

W listopadzie ubiegłego roku mąż Podgajskiej został porwany podczas wizyty na Białorusi, był przetrzymywany przez 15 dni i torturowany. „Chciałam krzyczeć” – mówi. „Ale kiedy ktoś trafia do więzienia, nie można mówić głośno, bo zostaje pobity”. Ma nadzieję, że ludzie usłyszą tę traumę w jej utworze, który jest „przypomnieniem, że zło żyje bardzo blisko. Mam też nadzieję, że ludzie z rządu, którzy nieustannie nas obserwują – mam nadzieję, że uda mi się ich nieco uzdrowić”. Czy KGB jest wśród jej odbiorców? „Oczywiście” – mówi Daniella, która tłumaczy. „Jesteśmy bardzo blisko granicy. Jeśli myślisz, że nas nie śledzą – cóż, tak jest.”

Gdy jedziemy do studia, rozmawiam z Khalezinem, który przyleciał na jeden dzień, ubrany w schludny biały płaszcz i niosący kwiaty dla swojej żony. Kula książek jest jego. „To ponowne odczytanie historii Syzyfa” – wyjaśnia. „Piłka spadła z góry i zmiażdżyła ramię buldożera. Bo kiedy na Białorusi zakazane są książki, są one niszczone i zakopywane w ziemi.”

Khalezin prowadzi także program kulinarny na YouTube, co tydzień namawiając białoruskich widzów – dołączając przez VPN – do obejrzenia, a następnie usunięcia i anulowania subskrypcji. Jednym z ostatnich gości był Stephen Fry. Innym był Rasmus Munk, który później powiedział mi, że jego datek w Wenecji będzie miał formę opłatka komunijnego, który będzie rozdawany w kościele. Dwadzieścia wersji zostało odrzuconych ze względu na to, że były zbyt słodkie lub chrupiące. „Ten, który Natalia i Daniella kojarzyła z brakiem nadziei, natychmiast zniknął” – mówi Munk. „Jest aromatyzowany pąkiem „rośliny wywołującej ból zęba”, który pozostawia uczucie odrętwienia, jak pieprz syczuański”. Pokolorował go na szary kolor białoruskiego munduru.

W studiu Grinevich pracuje nad dwoma dużymi płótnami – jednym przedstawiającym rząd nagich postaci przykucniętych lub modlących się, a drugim tłum młodych mężczyzn w maskach, bardzo przypominających widok Danielli przez wizjer. Pomiędzy nimi stoi obraz przedstawiający pole pszenicy, który wisi obok wersji 3D zbudowanej z ułożonych w stos łodyg. „Będzie bardzo uporządkowany, bardzo pozbawiony życia” – mówi Daniella. Nad nim zawisną „słomiane pająki”, białoruska forma łapacza snów wykonana z więziennych krat przez artystę Władimira Tseslera.

Grinevich opuścił Białoruś, żeby tu być, i może nigdy nie wrócić. „Mogę dużo stracić” – mówi. „Mój warsztat, 500 dzieł sztuki, bardzo piękny dom, który zbudowałem”. Przez 12 lat studiował w Mińsku, stolicy Białorusi, specjalizując się w sztuce monumentalnej i wskazuje na silny rodowód malarzy na wygnaniu: Marca Chagalla, Chaïma Soutine’a, Nadia Léger, żony Fernanda. Przed rządami Łukaszenki Grinevich malował sowiecką propagandę: portrety Lenina i murale na budynkach wojskowych. Mówi, że dzisiejsza sztuka państwowa jest „nadmiernie seksualna i amatorska” i charakteryzuje się przywiązaniem do władzy, a nie umiejętności.

„Mogę wiele stracić”… Posłuszeństwo Siergieja Grinevicha. Fot.: Anna Liminowicz/The Guardian

Mimo to nie waha się przyjąć wskazówek: Daniella chce, żeby ulepszył zamaskowanych mężczyzn tak, aby było w nich echo innych sił bezpieczeństwa, takich jak amerykańscy agenci ICE, i aby byli mniej białoruscy. „Nasze ICE nie wyglądają przerażająco” – mówi. „To młodzi, przystojni mężczyźni z prowincji”.

Wcześniej Natalia zbeształa córkę (bardzo delikatnie) za niecierpliwość wobec starszych artystów, w tym także samej siebie – ale instalacja nie mogłaby istnieć bez arogancji młodości. „Kiedy 26-letnia osoba decyduje się zostać kuratorką dużego pawilonu” – mówi jej matka – „pytam ją: «Dlaczego chcesz zajmować się sztuką i polityką? Trzymaj się z daleka!». A ona odpowiada: „Nie, muszę, bo (młodsze) pokolenia muszą wstać”. Chodzi o to, co robimy teraz, aby mieć przyszłość.

Białoruś nie jest już domem – mówi Natalia, ale zbiorem wspomnień – naleśnikami mamy, spacerami po lesie. Po ich wyjściu zajęto ich mieszkanie, a przyjaciele musieli zatrzeć wszelkie ślady kontaktu z nimi. Natalia nie myśli o ryzyku osobistym – „Nie mogę marnować energii na bieganie” – woli skupić się na sztuce. Następna w kolejce jest opera na podstawie Słonia, satyry na represje ze strony białoruskiego pisarza Sashy Filipenki, w której w każdym domu w kraju pojawia się prawdziwy słoń.

Natalia chciałaby, żeby na biennale odwrócił się status Rosji i Białorusi, żeby Rosjanie musieli pokonać przeszkody, żeby tam być. Jednak wysiłek włożony w realizację tego projektu pokazał jej, jak potężną siłą są jej ludzie na wygnaniu: ponad połowa została sfinansowana anonimowo przez białoruskie przedsiębiorstwa.

Wydaje się to szczególnie ważne w czasach, gdy granice na całym świecie się zacieśniają, mówi, dodając, że strach zaszczepiony przez autorytarny reżim potrzebuje dużo czasu, aby zniknąć, jeśli w ogóle. „Że jeśli ktoś zapuka do drzwi, będzie to oznaczać, że ja lub Nicolai zostaniemy aresztowani. Kilka lat temu na spacerze w Hyde Parku Daniella powiedziała mi: «Dopiero teraz powoli się tego pozbywam»”.

Urzędnik. Nieoficjalny. Białoruś. jest w Chiesa di San Giovanni Evangelista na Biennale w Wenecji, 9 maja – 22 listopada

Artykuł ten został zmieniony 28 kwietnia 2026 roku. Nagrodzona Olivierem opera Białoruskiego Wolnego Teatru to Dziki Gon Króla Stacha. Poprzednia wersja błędnie odnosiła się do „Psów Europy”, czyli spektaklu Białoruskiego Wolnego Teatru.