Strona główna Kultura Recenzja drugiego sezonu Criminal Record – Peter Capaldi jest po prostu druzgocący...

Recenzja drugiego sezonu Criminal Record – Peter Capaldi jest po prostu druzgocący w tym intensywnym thrillerze kryminalnym | Telewizja

5
0


„Elo, „elo. Co się tutaj dzieje? Rejestr karny, prawda? Mówisz, że druga seria? No cóż, zapal światło, szefie, bo oto nadchodzi i węszy po usianych przestępcami ulicach Londynu z kolejną śledczą zupą grochową. W centrum wydarzeń po raz kolejny jest DCI Daniel Hegarty (Peter Capaldi), obnażający dolne zęby i spoglądający na nas przez przednią szybę swojej Skody Malfeasance.

Nie żeby niezrównanie niepokojąca obecność Capaldiego była jedyną cechą wyróżniającą dramat Apple TV, ale umysł. Jest tam przedstawienie Londynu jako miasta nieprzepuszczalnego naturalnego światła, z rozmowami, przesłuchaniami i „przepychankami” prowadzonymi na tle zepsutych latarni ulicznych i migoczących telewizorów w wieżowcach. Przedstawia systemową korupcję, a wszystko, od szklanych drzwi CID z wgłębieniami po czoła młodszych żołnierzy, jest śliskie od oleistego połysku sprzedajności. Pojawiają się także pytania dotyczące natury kontroli, ponieważ DS June Lenker (niezmiennie znakomita Cush Jumbo) dręczona jest myślami o tym, kto tu rządzi, a kto powinien.

Ale w sercu Rejestru Karnego – w jego pomarszczonym, skostniałym sercu – znajduje się Capaldi: broda wciśnięta w pierś; usta uchylone; oczy koloru siniaka. To charakterystyczny wygląd Capaldiego – i to też dość niszczycielski.

„O cholera, to jest trochę intensywne” – możesz przełknąć ślinę, gdy Hegarty wygląda przez kolejne okno z bolesną roztargnieniem fretki z niezdiagnozowanym ZUM. Zepsuta fretka. Pełen zakres jego korupcji ujawniono dopiero pod koniec ostatniej serii. (Dla tych, którzy to przegapili; okazało się, że Hegarty manipulował niewinnym człowiekiem, aby przyznał się do morderstwa).

Czarodziej odziany w sportowy styl… Dustin Demri-Burns w drugim sezonie „Rekordu kryminalnego”. Zdjęcie: Matt Towers/Apple

I tak rozpoczynamy drugą serię dramatu Paula Rutmana, wiedząc lub zakładając, że wiemy, do czego dokładnie jest zdolny. I rzeczywiście, Lenker, który większość pierwszej serii spędził, kręcąc się wokół nieruchomego weterana Met. Czy to możliwe, że Hegarty zmiękł? Czy SMS, który wysyła Lenkerowi po dwóch latach ciszy radiowej („kawa?”), może oznaczać próbę odbudowania niegdyś w najlepszym razie niełatwego sojuszu?

Jak gdyby. Ale Lenker jest bezbronny. Prześladuje ją fakt, że nie udało jej się uratować nastoletniego chłopca zamordowanego przez skrajnie prawicowych ekstremistów na wiecu politycznym. Poczucie winy i idealizm okazują się nieprzydatną kombinacją. Następują błędy w ocenie. Hegarty’emu drgają nozdrza. Czując niepewność, podchodzi do swojego byłego kolegi z marchewką, która nie tyle zwisa, co huśta się jak burząca kula.

„Słyszałem, że odszedłeś na emeryturę” – mówi Lenker udając nonszalancję nad filiżanką ekspozycji w najgorzej oświetlonej kawiarni w Londynie. „Nie” – dobiega z cienia torfowy, postarzany dębem pomruk. „Przenieśli mnie do wywiadu”.

Z tej nierozsądnej perspektywy Hegarty obserwuje skrajnie prawicową grupę kierowaną przez niejakiego Cosmo Thompsona (kolejny zaciekle rzucający się w oczy zwrot Dustina Demri-Burnsa), wysportowanego czarodzieja z faszyzmu oi-oi-saveloy. Jeden z chłopców od butów Thompsona – kretyn nazwiskiem Billy Fielding – uciekł z więzienia. Hegarty chce, żeby ten berk zaprowadził go do Thompsona. Tymczasem Lenker uważa, że ​​Fielding jest odpowiedzialny za morderstwo nastoletniego chłopca.

„Pomóż mi go przegonić” – warczy Hegarty.

– Chcesz, żebym dla ciebie pracował? – prycha Lenker.

„Zmiana sceny” – odpowiada.

– Mówisz, że to brzmi jak miniprzerwa.

„Nie” – syczy Hegarty, a jego wściekłe spojrzenie zmieniło się na 11. „To lepsze niż krótka przerwa”.

I tak jest. To znaczy, jeśli twój pomysł na wartościową ucieczkę obejmuje próbę udaremnienia zamachu bombowego podczas pogoni za przejściami podziemnymi przez zgrzytanie Yahoos w kagoule.

Rejestr karny nie jest sprawą niezwykle złożoną. Zamiast tego oferuje stosunkowo prostą i piękną narrację, a jej zwroty akcji wyłaniają się jak chusteczka z rękawa. Złożoność serialu tkwi w jego bohaterach. Tutaj każdy jest w swoim własnym świecie, zawodowym, emocjonalnym i moralnym: kruche planety krążą wokół siebie, podczas gdy ich słabości kurczą się i rozszerzają.

Teraz, gdy wiemy, że nie należy ufać ani Hegarty’emu, ani Lenkerowi, napięcie jest tym razem jeszcze większe. Napięcie rośnie, wciąż rośnie, a potem – płomienna Nora – buduje jeszcze więcej. Zastanawiamy się, jak długo minie, zanim elastyczne brzęczenie powróci?

„Rekord kryminalny” jest teraz dostępny w Apple TV