Strona główna Kultura Recenzja Brute 1976 – slasher z przeszłości przywołujący ducha teksaskiej masakry piłą...

Recenzja Brute 1976 – slasher z przeszłości przywołujący ducha teksaskiej masakry piłą mechaniczną | Film

7
0


„Świat się zmienia. Czuję to – prawda? mówi czarna modelka Roxy (Adriane McLean), po czym założyła bikini w gwiazdki i paski i świetnie się bawiła z białą koleżanką Sunshine (Sarah French) podczas sesji na okładce amerykańskiego magazynu z okazji dwustulecia. Ten rozgotowany slasher z 1976 roku od początku stara się okrasić postępowym komentarzem politycznym, ale z prologu maniaka z piłą mechaniczną i nawiązania do niedawno wydanego filmu jasno wynika, że reżyser Marcel Walz naprawdę przysięga wierność fladze Teksańskiej Masakry Piłą Mechaniczną – i że będzie to w zasadzie romans zwrotny.

Wizażystka Sunshine staje przed kamerą po tym, jak modelka pierwszego wyboru Raquel (Gigi Gustin), widziana nierozważnie węsząc ze swoją dziewczyną we wstępie po pustynnych tunelach, nie pojawia się. W poszukiwaniu lokalizacji ekipa modowa – w skład której wchodzi także fotograf w kaftanie Jordy (Adam Bucci), pijak Charlie (Robert Felsted Jr) i niezliczona ilość bywalców – natrafia na najlepsze porno-ruiny w zasypanej wrakami placówce Savage. Nazwa wywołuje chichotanie na meta pogawędce na temat tego, co może im się tam przydarzyć, a oni ignorują zwykłą świadkową Mamę Birdy (Dazelle Yvette), która opowiada im o brutalnej przeszłości miasta.

Dzięki bohaterowi w stylu blaxploitation i grupie queerowych postaci Brute 1976 zdobywa punkty za wprowadzenie różnorodności do brudnego wyzysku w stylu lat 70. Ale wywrotowość wysycha: przeplatanie ogólnoamerykańskiej sesji zdjęciowej sekwencją wsobnych Savage’a bawiących się wnętrznościami swojej pierwszej ofiary nie jest satyrą na stan narodu na poziomie Borata. Biorąc pod uwagę niedawną mea culpa aktora Teda Levine’a w sprawie Buffalo Billa w Milczeniu owiec, prawdopodobnie lepiej nie przyglądać się bliżej zbierającemu części ciała superzłoczyńcy o płynnej płci, który nadzoruje tę obławę.

Oznaczona przez dialog obozowy tak oczywisty jak pustynne billboardy, rzeź jest oczywiście priorytetem. Głównym rozczarowaniem jest niedbałe dostarczenie wszystkiego na trasie: namiastka garderoby i rekwizytów, zbyt nowo wyglądająca lub zbyt śmieszna (zamaskowani wieśniacy wyglądają jak drużyna zapaśnicza inspirowana Wicca); niezręczna inscenizacja większości zabójstw w niechlujnie zarządzanej rzeźni Walza; i nielogiczne, pełne poświęcenia wybory charakteru. Pośród tego farrago krytyka polityczna przypomina bardziej przypadkowe rozpryski niż znaczące stwierdzenie – chociaż przyłożenie wiertarki do jednego biednego faceta, gdy ten obnaża się przez dziurę w ścianie, zdecydowanie robi coś dla patriarchatu.

Brute 1976 na platformach cyfrowych od 3 maja.